Perfekcjonizm jest uznawany w naszej kulturze za cechę pozytywną, uważa się, że im bliżej ideału jesteśmy, tym lepiej. Ciągle dążymy do doskonałości i karzemy się za błędy. Narzucamy sobie nowe i coraz bardziej skomplikowane wyzwania, a brak ich spełnienia skutkuje doświadczaniem poczucia winy. Jeśli utożsamiasz się z powyższym opisem, warto zastanowić się czy nie wymagasz od siebie zbyt wiele?
Wbrew pozorom perfekcjoniści nie mają idealnego życia. Szereg badań wykazał, że takie osoby są bardziej podatne na depresję, lęk, zaburzenia snu, zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, zaburzenia odżywiania czy zespół chronicznego zmęczenia. Odczuwają ciągły niepokój związany z obawą przed byciem niewystarczająco dobrym. Zdobywanie nawet wielkich osiągnięć nie jest odczuwane jako wystarczająco nagradzające, nie cieszy wcale tak bardzo. Dzieje się tak dlatego, że perfekcjoniści skupiają się na tym co mogli zrobić lepiej lub co mogą zrobić lepiej w przyszłości. Stawiają sobie poprzeczkę coraz wyżej i wyżej, nie zwracając uwagi na poprzednie sukcesy. Często nie potrafią cieszyć się chwilą, ponieważ wybiegają myślami w przyszłość, zastanawiając się w jakie nowe wyzwanie mogliby się zaangażować.
Dążenie do doskonałości jest bardzo męczące, ponieważ wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i każdy z nas ma lepsze czy gorsze momenty. Czasem trzeba pozwolić sobie na chwilę słabości i umieć odpuścić. Pozytywne samopoczucie wynika po części z tego jak sami siebie traktujemy. Będąc dla siebie wyrozumiałym i szanując swoje potrzeby budujemy wewnętrzną siłę, niezbędną do realizowania własnych celów. Nadmierny samokrytycyzm może doprowadzić do chronicznego poczucia bycia gorszym, słabszym i odczuwania niezadowolenia z podejmowanych działań. Finalnie, może to skutkować zaniechaniem jakiejkolwiek aktywności, w obawie że nie zrobimy czegoś tak dobrze, jak byśmy chcieli. Takie podejście może naprawdę negatywnie wpływać na nasze funkcjonowanie ze względu na odraczanie podjęcia ważnych decyzji lub działań, co jest spowodowane lękiem przed doświadczeniem porażki.
Samorozwój i stawianie sobie kolejnych ambitnych celów do realizacji jest bardzo ważnym elementem naszego życia, ale jak do wszystkiego trzeba podchodzić do tego „z głową”. Równowaga między byciem surowym i pobłażliwym dla siebie samego wydaje się być kluczem do doświadczania satysfakcji z podejmowanych przez siebie działań. Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie znaleźć „złoty środek”, ponieważ wymagania otoczenia rzadko są spójne z naszymi własnymi potrzebami. Często musimy rezygnować z ważnych dla siebie rzeczy, by zaspokoić potrzeby otoczenia. Prawdziwi specjaliści są w stanie pomóc nam w osiągnięciu tego zdrowego balansu, do którego powinniśmy dążyć.
Szczucka, K. (2010). Polski kwestionariusz perfekcjonizmu adaptacyjnego i dezadaptacyjnego. Psychologia Społeczna, 5(1), 13.
Autor: Magdalena Bawolak
Jedna z najczęstszych porad, wpisująca się w typową reakcję osoby, której zwierzamy się
z jakiegoś problemu brzmi: „Musisz być twardy”. Co tak naprawdę oznaczają słowa, które słyszymy, gdy stajemy w obliczu życiowych trudności i jak odnoszą się do świata nauki?
Naukowa definicja twardości
Termin twardość psychiczna został po raz pierwszy zdefiniowany przez Suzane Kobassa
i oznacza zespół cech osobowości, zawierający 3 elementy składowe: zaangażowanie, kontrola i wyzwanie. Osoba twarda psychicznie odczuwa sens wyznawanych przez siebie wartości i dąży do celów, które uznaje za ważne. Charakteryzuje ją wewnętrzne umiejscowienie kontroli, czyli poczucie, że ma wpływ na przeżywane zdarzenia, nie poddaje się biernie losowi, a sytuacje trudne postrzega w kategorii wyzwań – zadań, które trzeba zrealizować. Taki zestaw cech stanowi osobową odporność na stres, predyspozycję do pozytywnego zmagania się z przeciwnościami i wykazuje pozytywne efekty dla zdrowia psychicznego i fizycznego.
Rozumienie potoczne i jego wpływ na nasze doświadczenia
W rozumieniu potocznym, bycie twardym można definiować jako stawianie czoła problemom i podejmowanie konstruktywnych działań, mających na celu rozwiązanie trudności. Taka interpretacja wydaje się być świetną radą, jednak komunikat „bądź twardy” może być też rozumiany jako sygnał, żeby przestać rozmyślać o swoim problemie, nie dopuszczać so siebie związanych z nim emocji i nie dzielić się przemyśleniami z drugą osobą. W takim znaczeniu bycie twardym nie brzmi już jak pozytywna adaptacyjna na trudne doświadczenie życiowe. Powinniśmy się więc zastanowić, jakie znaczenie ma wysyłany przez nas komunikat, ponieważ osoba doświadczająca ostrego lub chronicznego stresu może być wyjątkowo wrażliwa.
Czy można stać się twardym?
Nie wszyscy tak samo doświadczamy stresu i nie wszyscy potrafimy od razu sobie z nim radzić w konstruktywny sposób. Jest to jednak umiejętność, nad którą warto pracować by minimalizować ryzyko płynących ze stresu zagrożeń. Jak praca nad wszystkimi zdolnościami, wymaga czasu i determinacji, mentorem wspierającym ten proces może być psychoterapeuta, który pokieruje nas w ścieżce rozwoju.
Autor: Magdalena Bawolak
Jankowska, Marzena. „Hardiness jako narzędzie wspomagające radzenie sobie w sytuacji kryzysowej–przegląd badań.” Seria SWSPiZ w Łodzi: Przedsiębiorczość i Zarządzanie 11 (2010): 149-165.
Psychoterapia wydaje się być prostym wyborem, dla którego wystarczy impuls,
ale często bywa to długi proces podczas którego zastanawiamy się:
Czy jest to odpowiedni moment? Co tak na prawdę chcielibyśmy
przepracować? O czym opowiedzieć i jak się do tego przygotować?
Czy zrobić to indywidualnie, czy może lepiej byłoby zabrać ze sobą
swojego partnera/partnerkę? Jak rozpoznać, co byłoby bardziej
wnoszące w moje życie? Skąd wynikają problemy które mnie
dotykają? Czy są one sumą moich doświadczeń, czy także
doświadczeń tej drugiej osoby?
Odpowiedź na te pytania nie jest jednoznaczna i dla wszystkich taka
sama. Każda osoba jest inna i wyjątkowa, nie ma gotowego przepisu
na to, czy psychoterapia w danym przypadku przyniesie lepsze owoce, gdy
przeprowadzimy ją indywidualnie, czy w parze. Ważne jest by
pamiętać, że pierwsze spotkania konsultacyjne są po to, by pewne
rzeczy dostrzec, przyjrzeć się im i ocenić co jest w naszym życiu
potrzebne na obecną chwilę, by potem razem podjąć decyzję.
Jeśli potrzebujesz zmian w swoim życiu i zastanawiasz się nad
skorzystaniem z psychoterapii zapraszam na konsultację wstępną.
Julita Wasilewska. Psychoterapeuta
Autor: Yuliana Shevchuk
Jest niemal zawsze niezadowolony. Bez chwili zwątpienia orzeka, że wszystko co robisz – robisz źle i raczej nie ma szans, żeby jakiekolwiek przedsięwzięcie się udało. Dotychczas wypomina Ci nieudany żart na przyjęciu towarzyskim sprzed 3 lat i nie pozwala odezwać się na ulubionych zajęciach z literatury – to, co chcesz powiedzieć jest głupie i bez sensu. Jego zdaniem. Już wiesz o kim mowa? Tak, to Wewnętrzny Krytyk.
Jest naszym towarzyszem od najmłodszych lat. Pojawia się w nas już we wczesnym dzieciństwie, by chronić przed wstydem i cierpieniem. Jednak, jak w każdej relacji, w przyjaźni z Wewnętrznym Krytykiem należy zachować zdrowe granice. Większość z nas tak bardzo się przyzwyczaiła do jego nieustannych, nieraz zjadliwych komentarzy, że bezkrytycznie przyjmuje je wszystkie za pewnik.
Prawda jest taka, że choć nie wiadomo jakbyśmy się starali, by zadowolić Wewnętrznego Krytyka, nigdy się to nie uda. Spełnienie jego żądań prowadzi do powstania kolejnych, coraz większych. Próbujesz go zadowolić – a jego wymagania rosną. I tak w nieskończoność. Jak nie dać się wciągnąć w tę ryzykowną grę? Pomoże rozmowa.
Usłysz. Włóż świadomy wysiłek, żeby usłyszeć to, co Wewnętrzny Krytyk próbuje Ci powiedzieć. Nie jest twoim wrogiem. Wręcz przeciwnie jest tu, żeby Ci pomagać. Czasami jednak zbyt sumiennie wykonuje swoją pracę. Taka jest jednak jego – raczej niewdzięczna – rola, by wytykać wszystkie Twoje błędy i niedociągnięcia – nawet te niezbyt istotne. Spróbuj zrozumieć, co się kryje za jego nieustannym niezadowoleniem?
Może bowiem się okazać, że ma tylko najlepsze intencje. Pragnie, żebyś był zdrowy, silny, mądry, lubiany i w ogóle najlepszy na świecie. Ty też niewątpliwie tego pragniesz. Ale nie za wszelką cenę, prawda? Być może wcale nie chcesz być najlepszym biegaczem w dziejach – wystarczy, że jesteś w dobrej kondycji i biegasz co drugi wieczór. A trójka z nieinteresującego Ciebie przedmiotu nie jest przecież taką złą oceną.
Porozmawiaj. Powiedz o tym swojemu Wewnętrznemu Krytykowi i spróbujcie wspólnie znaleźć jakiś kompromis. Przypomnij mu o tym, co jest rzeczywiście dla Ciebie ważne – „na tym mi zależy, a resztę sobie odpuszczam, mam do tego prawo”. Spróbuj go przekonać, że sposób, w jaki się z Tobą komunikuje nie jest zbyt skuteczny. Wręcz przeciwnie, odbiera satysfakcję z wielu czynności i napawa strachem przed kolejnymi wyzwaniami.
Opisz. Rozmowa z kimś, kogo nie widzisz i nie znasz za dobrze, może być trudna i mało skuteczna. Narysuj Wewnętrznego Krytyka, wypisz na kartce jego ulubione „teksty”, spróbuj sobie wyobrazić jak się porusza i jaki ma głos. Wyobraźnia pozwala dokonać wiele modyfikacji w sposobie bycia Wewnętrznego Krytyka. Możesz zmniejszyć go do rozmiarów biedronki lub nadać mu głos Kaczora Donalda. Wtedy jego „jesteś za gruba” nie brzmi aż tak przekonująco, nieprawdaż? Śmiało możesz także przytaczać rzeczowe argumenty, by obalić jego zarzuty wobec Ciebie.
Zaprzyjaźnij się. Nawiązanie dobrej relacji z Wewnętrznym Krytykiem niesie w sobie niezliczone korzyści. Pozwala nie tylko ograniczyć jego zjadliwe i nieraz bolesne komentarze, lecz także uzyskać wiele przydatnych informacji o sobie, które możemy w konstruktywny sposób wykorzystać. Warto mu tylko przypomnieć, że jest naszym sprzymierzeńcem i doradcą – a będzie nas wiernie i mądrze wspierał.
Literatura:
Stone, H., Stone, S. (2004). Wewnętrzny krytyk: jak zmienić destrukcyjną samokrytykę w twórcze wsparcie. Lódź: „Ravi”.
„Spotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie.” /C.G.Jung/
Autor: Piotr Surowy
Komunikacja to sposób porozumiewania się pomiędzy ludźmi przy pomocy słów lub `niewerbalnych wskaźników, takich jak kontakt wzrokowy, gesty i postawa ciała, twarz i mimika, odległość i dystans, właściwości głosu i mowy. Aby można było mówić o komunikacji interpersonalnej muszą zaistnieć cztery czynniki: nadawca, odbiorca, kod (sposób przekazania i odczytania informacji) oraz kanał, przez który przepływa informacja.
Komunikacja obejmuje dwa podstawowe procesy: przekazywanie czyli kodowanie informacji przez nadawcę oraz odbieranie – odkodowywanie tych informacji przez odbiorcę.
Warto pamiętać, że zarówno po stronie nadawcy jak i odbiorcy mogą występować zakłócenia, tzw. szumy komunikacyjne. Nie zawsze odbiorca odczytuje wysłany komunikat tak jak założył to nadawca. Bywają szumy o charakterze fizycznym (hałas, zbyt duża odległość) oraz psychologicznym (zmęczenie, zaburzenia koncentracji uwagi, wady analizatorów zmysłowych).
Nie bez znaczenia pozostaje samopoczucie i stan zdrowia rozmówców, a także umiejętność przyjmowania perspektywy osoby, z którą prowadzi się rozmowę. Duży wpływ na jakość rozmowy mają stereotypy, czy różnice kulturowe oraz brak spójność pomiędzy komunikacją werbalną i niewerbalną. Przekaz jest zaburzony również wtedy, gdy prowadzi się równocześnie kilka wątków rozmowy lub rozmawia się jednocześnie z innymi osobami.
Świadomość jak wiele czynników utrudnia wzajemne komunikowanie się oraz uważność na nie, daje szansę na prowadzenie efektywnej, skutecznej komunikacji, czyli takiej, w której treść wypowiedzi jest zrozumiana zgodnie z intencjami nadawcy przekazu. Wydaje się to być szczególnie istotne w komunikacji, jaka zachodzi w związku dwojga ludzi.
Efektywność komunikacji jest znaczącym wyznacznikiem trwałości i satysfakcji z danej relacji partnerskiej. Komunikacja jako taka jest w pewnym sensie procesem interesownym, w którym uczestnicy wzajemnie wywierają na siebie wpływ. Efektywna komunikacja pozwala na skuteczne i sprawne osiągnięcie celów, które partnerzy sobie wyznaczyli, każdy z osobna bądź też wspólnie.
Aby proces komunikacji między partnerami nie był źródłem nieporozumień i konfliktów muszą oni posiadać dobrze rozwinięte umiejętności interpersonalne i społeczne. Istnieją reguły, których przestrzeganie, chociaż bywa trudne pozwoli na atrakcyjną, niosącą zadowolenie skuteczną komunikację:
Reguła zrozumiałości i poprawności gramatycznej – odnosi się do poprawności wypowiedzi zarówno stylistycznej jak i gramatycznej, ze szczególnym naciskiem na jasność, jednoznaczność i adekwatność wypowiedzi.
Reguła spójności odnosi się zarówno do treści komunikatu, jak i do spójności kanału werbalnego i niewerbalnego.
Reguła ekonomiczności, czyli takie prowadzenie rozmowy by nie występowały powtórzenia, zbędne słowa i przerwy mające wpływ na ciąg komunikacji.
Reguła ekspresyjności, to adekwatny dobór określeń wyrażających stan emocjonalny rozmówcy.
Aby można było mówić o efektywnej komunikacji niezbędne jest posiadanie kompetencji komunikacyjnej, czyli:
„posiadanie wiedzy i umiejętności oraz ich dostosowanie do wymogów sytuacji komunikacyjnej przez odpowiednie do niej wykonanie” (Frydrychowicz, 2009, s. 97)
Rozmówcy powinni okazywać w stosunku do siebie aprobatę, szacunek i takt. Należy wyeliminować nadmierne krytykanctwo i obraźliwe przekazy. Ważne jest posiadanie odpowiedniego dystansu do własnej osoby.
Dobrze, by partnerzy potrafili odnajdować czasem wspólne stanowisko, wspólny punkt odniesienia w poruszanych kwestiach, pozwalające na uniknięcie nieporozumień oraz by potrafili kooperować ze sobą.
Przydatne bywa też poczucie humoru, czy ironia, ale okazane w taki sposób, by nie ranić uczuć rozmówcy.
Istotnym elementem jest umiejętność uważnego i aktywnego słuchania (a nie tylko słyszenia), a także pokazywania rozmówcy zainteresowania tym, co on mówi. Aktywne słuchanie przejawia się zarówno w formie werbalnej (np. parafrazowanie wypowiedzi rozmówcy), jak niewerbalnej (np. potakiwanie głową).
Komunikacja w związku dwojga ludzi odbywa się na wszystkich płaszczyznach życia i sprawia, że związek staje się jednością. Pozwala na istnienie takich procesów jak: kontrolowanie, przemiany, wprowadzanie nowych ról, norm, reguł. Jest nieodłącznym elementem tego, by para mogła równoważyć takie formy zachowania jak intymność, bliskość, niezależność, autonomia, sposoby rozwiązywania konfliktów.
Uwarunkowana jest indywidualnie ukształtowanymi stylami i strategiami komunikacyjnymi pary, które nadają związkowi własną, niepowtarzalną specyfikę.
W literaturze przedmiotu podkreślane są najczęściej dwa rodzaje stylów komunikacyjnych. Każdy styl odnosi się do indywidualnych predyspozycji warunkujących charakter procesu komunikacyjnego. Jest to sposób werbalnego i pozawerbalnego reagowania na sygnały dotyczące tego, jak określone treści powinny być przyjmowane, interpretowane selekcjonowane lub rozumiane (Harwas-Napierała, 1993).
Styl partnerski to szanowanie zdania i stanowiska partnera na równi z własnym. Nawet w przypadku różnicy poglądów partnerzy wykazują wzajemną tolerancję, nie oceniają się. Osoba, która posługuje się tym stylem stara się zrozumieć wypowiedzi innych osób, ale jest odporna na podporządkowanie się innym wbrew własnej woli, stara się realizować własne cele i pragnienia. Partnerski styl sprzyja utrzymaniu wysokiego poziomu jakości życia opartego na współpracy.
Taki styl komunikacji polega generalnie na dialogu, na umiejętności słuchania, bezpośrednim i otwartym okazywaniu uczuć. W tym stylu wyraża prawdziwe intencje, a dążenie do jednomyślności jest konieczne tylko w sprawach istotnych dla ich związku (Ryś, 1993). Osoba, wyróżniająca się tym stylem dba o to, by nie zmieniać własnych przekonań, czy też działań pod wpływem nacisków ze strony przeciwnej, nie próbuje też nakłaniać partnera do własnych poglądów.
Tylko w tym stylu dochodzi do pełniej komunikacji czyli takiej, gdzie partnerzy mogą się dzielić faktami, myślami, sądami na każdy temat w pełnym poczuciu bezpieczeństwa. Jest to komunikacja stanowiąca podstawowy warunek rozwoju więzi małżeńskiej, pozwalającej na pogłębienie poczucia wspólnoty i jedności, a co za tym idzie na zadawalającą wymianę informacji umożliwiającą rozwią¬zywanie trudnych małżeńskich dylematów. To komunikacja polegająca nie tylko na mówieniu partnerów, ale także na rozmowie, wzajemnym słuchaniu i rozumieniu siebie, co podkreśla bezwarunkową akceptację partnera jako współmałżonka (Ryś, 1999).
Przeciwieństwem opisanego wyżej stylu jest styl nie-partnerski. Człowiek inaczej traktuje własne dążenia i potrzeby niż preferencje swego partnera. Rozmawiając z drugim człowiekiem skupia się „albo wyłącznie na tym, co sam chce osiągnąć albo rezygnuje z własnych celów i dąży do tego, aby rozmówca mógł osiągnąć własne zamierzenia” (Grzesiuk i Trzebińska, 1978, s. 141).
Istnieją jego dwie formy: egocentryczna oraz altruistyczna.
Styl egocentryczny nie uwzględnia celów i ocze¬kiwań partnera, nie słucha się roz¬mówcy ani też nie troszczy się o to, by jego przekaz był zrozumiany. Osoba z tym stylem koncentruje się przede wszystkim na własnych celach, stara się różnymi sposobami przekonać partnera do swojego zdania, stosując między innymi groźby, nakazy.
Styl altruistyczny z kolei uwzględnia cele i oczekiwania rozmówcy, ale przy jednoczesnym pomijaniu własnych potrzeb. Taka osoba godzi się na lekceważenie ze strony partnera, pozwalając na nieuważnie słuchanie, czy przerywanie swoich wypowiedzi. Osoba o tym stylu pozwala na to, by partner kierował przebiegiem rozmowy, a nawet jej poglądami, nie ma więc tu szans na prawidłowe funkcjonowanie, czy rozwiązywanie problemów.
Bibliografia
Augustynek, A. (2008). Psychologia. Jak ślimak piął się pod górę. Warszawa: Wydawnictwo Diffin.
Ernst, K. (1991). Szkolne gry uczniów. Warszawa: Wydawnictwo WSiP.
Frydrychowicz, S. (2009). Komunikacja interpersonalna jako wartość rozwojowa w rodzinie,
W: B. Harwas – Napierała (red.), Rodzina jako wartość w rozwoju człowieka. Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
Grzesiuk, L. i Trzebińska, E. (1978). Jak ludzie porozumiewają się. Warszawa: Instytut Wydawniczy Nasza Księgarnia.
Harwas -Napierała, B. (2008). Komunikacja interpersonalna w rodzinie. Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
Juszczyk, S. (1998). Edukacja w cyberprzestrzeni. Część I – Internet. Edukacja Medialna, , 1/98(7).
Laskowski, J. (1985). Małżeństwo i rodzina w świetle nauki Soboru Watykań¬skiego II. Warszawa: Instytut Wydawniczy PAX.
McKay, M. Davis, M. i Fanning, P. (2007). Sztuka skutecznego porozumiewania się. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
Nęcki, Z. (1996). Komunikacja międzyludzka. Kraków: Wydawnictwo Profesjonalnej Szkoły Biznesu.
Plopa, M. (2005). Więzi w małżeństwie i rodzinie, metody badań. Kraków : Oficyna Wydawnicza „Impuls”.
Rostowska, T. (2001). Konflikt międzypokoleniowy w rodzinie. Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego.
Rostowska, T. (2008). Małżeństwo, rodzina, praca a jakość życia. Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls”.
Ryś, M. (1993). Psychologia małżeństwa. Zarys problematyki. Warszawa: wydawnictwo Ottonianum.
Ryś, M. (1999), Psychologia małżeństwa w zarysie, Warszawa: Centrum Metodyczne Pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Sternberg, R. (2007). Dwuskładnikowa teoria miłości.
W: R. Sternberg i K. Wies (red.), Nowa psychologia miłości (s. ..-..).Taszów : Biblioteka Moderatora.
Stewart, J. (2008). Mosty zamiast murów. Podręcznik komunikacji interpersonalnej. Warszawa: Wydawnictwo PWN.
Oczywistością jest, że zjawisko globalizacji wpłynęło na społeczeństwo tak bardzo, że ludzkość borykać się musi z nowymi wyzwaniami. Wśród takich wyzwań są różnorodne procesy migracji, które generują określone problemy, w szczególności dla zdrowia psychicznego migrantów. Mówi się często, że migranci odczuwają szok kulturowy [1]. Ma się on pojawiać w momencie stykania się uwarunkowanych przez kulturę migranta przekonań z wartościami i przekonaniami typowymi dla kultury w miejscu osiedlenia się. Jeżeli napięcie to jest zbyt silne, następuje problem z adaptacją. Brak adaptacji może prowadzić do wykluczenia społecznego i wyalienowania, co z kolei ma negatywny wpływ na zdrowie psychiczne migranta. W efekcie staje się zagrożony pewnymi zaburzeniami. Najczęściej występującymi są uzależnienia oraz depresja.
Popularność danej używki zależna jest od jej dostępności (co związane jest z krajem, w którym migrant się znajduje), jednakże najpopularniejszym pozostaje alkohol. Mechanizm popadania w nałóg na emigracji rozpoczyna się od nadwyżki finansowej (ze względu na standardowo wyższe zarobki migranta w miejscu osiedlenia się w porównaniu do zarobków w kraju pochodzenia) oraz od nadwyżki czasowej. Możliwość pozwolenia sobie na zakup alkoholu oraz możliwość poświęcenia na to czasu. Wyjazd często jest dla imigrantów okresem braku odczuwania norm, do których są przyzwyczajeni. Migranci muszą przejść proces zakorzenienia się w nowym środowisku. Jeżeli proces ten nie przynosi rezultatów, następuje szok kulturowy. Stres i tęsknota za miejscem pochodzenia uśmierzane są poprzez nadużywanie substancji odurzających [2].
Na świecie z depresją zmaga się ponad 300 milionów ludzi [3]. Nie dziwi więc, że migranci są na to zaburzenie dodatkowo narażeni. Migranci zmagają się z szeregiem różnych przeszkód przy próbie asymilacji — poczynając od różnic kulturowo-etnicznych i związanych z tym przejawów dyskryminacji, przez różnorodne przyczyny oraz skutki stresu, a skończywszy na blokadach socjoekonomicznych i wykluczeniu społecznym [4]. Szczególnie dwie ostatnie przeszkody (związane z koncepcją szoku kulturowego) wpływają destrukcyjnie i są czynnikami ryzyka dla wystąpienia depresji w grupie migrantów.
Spośród emigrantów, szczególnie zagrożoną na zaburzenia psychiczne w związku ze zmianą socjoekonomiczną grupą jest pierwsze pokolenie osiedlonych. Wygląda więc na to, że koncepcja szoku kulturowego znajduje potwierdzenie w rzeczywistych doświadczeniach migrantów.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Kowalik, S. (2015). Globalizacja jako kontekst funkcjonowania psychologicznego ludzi. Nauka 1/2015, 7-37.
[2] Kołodziejczak, S. (2014). Problemowy wymiar emigracyjnej tymczasowości. Studia Migracyjne — Przegląd Polonijny 2(152), 25-40.
[3] http://www.who.int/en/news-room/fact-sheets/detail/depression.
[4] Levecque, K., Van Rossem, R. (2013). Depression in Europe: does migrant integration have mental health payoffs? A cross-national comparison of 20 European countries. Ethnicity & Health 1(20), 49-65.
Nie — brzmi przewrotna odpowiedź na zadane w tytule pytanie. W psychologii nieznane jest takie pojęcie jak siła psychiczna, choć potocznie mówi się, że ktoś jest silny pod względem psychiki. Można zastanawiać się, co to na zdrowy rozsądek znaczy, jednakże takie rozważania zaprowadzą do szerokiej gamy koncepcji i definicji utkanych przez psychologów na przestrzeni ostatnich stu lat. Propozycja dla tego tekstu jest inna — skupić się na jednym z terminów, który w ciekawy sposób podchodzi do rzekomo przejawianej siły psychicznej.
Rezyliencja to pojęcie — jak łatwo się domyślić — pochodzące od angielskiego słowa resilience znaczące sprężystość, elastyczność oraz żywotność. Koncepcja rezyliencji sprowadza się do założenia, że człowiek w pewnym środowisku przechodzi pewien proces dostosowywania się do wyzwań i zagrożeń, które spotykają go w otoczeniu [1]. Można powiedzieć, że rezyliencja to koncepcja nie tyle siły psychicznej, co raczej odporności czy procesu adaptacji.
Pojęcia rezyliencji używa się czasem, by podkreślić proces przystosowywania się jednostki do wydarzeń zachodzących w danym systemie (np. grupie społecznej). Często mówi się, że uczniowie w szkołach uczą się bycia sprężystymi, aby sprostać wymaganiom nauczycieli. Można mówić o wypracowaniu rezyliencji także w stosunku do negatywnych zjawisk społecznych (np. jeżeli osoba jest ofiarą rasizmu — czy to personalnie, czy też symbolicznie, np. słysząc w środkach masowego przekazu, że osoby o jego pochodzeniu etnicznym są gorsze w jakimś względzie). O rezyliencji mówi się także w sytuacji wypracowania reakcji ochronnych na wydarzenia traumatyczne (np. wypadek drogowy i napięcie odczuwane w wyniku perspektywy ponownej jazdy samochodem) [2].
Badania wskazują, że każdy człowiek posiada indywidualną granicę sprężystości, a więc może przejawiać zachowania adaptacyjne tylko do pewnego poziomu przeciążenia. Ta granica rezyliencji u różnych osób ustawiona będzie różnie, a zależy od jego pochodzenia (kontekst kulturowy), od wychowania (przede wszystkim chodzi o warunki społeczno-materialne) i cech osobowości (np. osoby o pozytywnym nastawieniu są bardziej sprężyste od tych o neutralnym lub negatywnym nastawieniu) [3]. Nie wiadomo jednakże, w jaki sposób można rezyliencję warunkować (choć zdarzają się w literaturze pedagogicznej opisy wychowawcze, których celem ma być właśnie pozytywne warunkowanie rezyliencji np. u dzieci w wieku szkolnym).
Rezyliencja to jedno z wielu psychologicznych pojęć, które można uznać za ekwiwalentne z potoczną siłą psychiczną. Nie jest jasne, czy jest to cecha osobowości czy też pewien typowy dla ludzi sposób reagowania. Dyskusje na ten temat trwają. Niezależnie od ich wyniku, można życzyć sobie wzajemnie jak najwyższego poziomu rezyliencji.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Szwajca, K. (2014). Sprężystość (resilience) i odpowiedzi na doświadczenia urazowe — fascynujący i trudny obszar badań. Psychiatria Polska 48(3), 563-572.
[2] Rutkowska, M. (2016). Rezyliencja jako interdyscyplinarna kategoria analityczna i jej zastosowanie w pedagogice. Studia i Badania Naukowe 1(9), 29-47.
[3] Yates, T., Tyrell, F., Masten, A. (2015). Resilience Theory and the Practice of Positive Psychology From Individuals to Societies. W: Joseph, S. (red.). (2015). Positive Psychology in Practice: Promoting Human Flourishing in Work, Education and Everyday Life. London: John Wiley and Sons.
Pytanie zadane w tytule dla wielu będzie zapewne wydawało się śmieszne. Jak to — można powiedzieć — zdrada jest albo jej nie ma. I tutaj dotykamy sedna problemu. A właściwie problemów kilku. Bo czym właściwie jest zdrada? Kiedy zdrada zachodzi, a kiedy nie zachodzi? A poza tym, dlaczego już samo pytanie o granice zdrady jest kontrowersyjne? Przewrotnie zapytać można czy pytanie o granice żenady również obarczone są takim ładunkiem emocjonalnym jak granice zdrady? Może będzie to zaskakujące, ale zdradę się bada. A żeby coś zbadać, trzeba to zdefiniować, podzielić i zmierzyć.
Zastanówmy się jednak nad otoczką tabu, która jest udziałem zdrady. Jeżeli coś jest tematem tabu, oznacza to zwykle, że unika się rozmawiania czy wręcz nawet wspominania o tym. Niektórzy znawcy etykiety twierdzą, że już zasugerowanie istnienia tabu w niektórych kontekstach odebrane może być jako afront. Tematem tabu zwykle stają się wydarzenia i procesy społeczno-obyczajowe — wśród nich także zdrada. Takie tematy mogą być niebezpieczne, wstydliwe lub zagrażające. Czasem mówi się, że naruszają pewną strefę symboliczną, która jest uważana za świętą [1]. Nic więc dziwnego, że zdrada jest tematem tabu — jej zaistnienie może uruchamiać silne negatywne emocje. Poza tym zdrada potocznie skorelowana jest ze sferą seksualną, o której — jako o sferze prywatnej — zwyczajowo się nie mówi.
W słowniku języka polskiego dowiemy się, że zdrada oznacza (w ujęciu, o którym tutaj mówimy) niedochowanie wierności małżeńskiej lub partnerskiej [2]. Ta definicja odsyła nas do pojęcia wierności. Jednocześnie z definicji nie dowiadujemy się o różnych aspektach czy rodzajach zdrady. Tym bardziej, że możemy mówić o paru jej formach: seksualnej (najbliższa rozumieniu potocznemu), emocjonalnej czy społecznej. Zdrada seksualna najczęściej przedstawiana jest jako zachowanie tzw. ryzykowne [3]. Zdrady możemy podzielić także na jedno- (gdy jedna osoba nie wie o tym, że jest zdradzana) oraz dwustronną (gdy obie strony nie wiedzą, że zdradzają się wzajemnie). Mówi się także czasem o zdradzie kontrolowanej (czy też umyślnej), a przeciwstawia się ją zdradzie przypadkowej [4]. Warto jednak pamiętać, że w zdradzie musi wystąpić efekt niewiedzy — przynajmniej jedna strona w związku monogamicznym nie może być tego procederu świadoma.
Czy istnieje zdrada? Tak, istnieje w kulturze i w obyczajach od tysięcy lat. Jest tematem tabuizowanym, a przez to potocznie nieostrym. Zdrada nie musi być oparta na tle seksualnym. Zakochanie się w innej osobie, pomimo zaangażowania w związek monogamiczny, również może być uznane za zdradę. Przekłamaniem jest więc mówienie o zdradzie tylko jako o czynności bądź wydarzeniu związanym ze sferą seksualności.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Polkowska, L. (2017). Tabu – wartość czy antywartość, czyli o pojęciu tabu we współczesnych polskich tygodnikach opinii. Studia Medioznawcze 3(70), 117-129.
[2] https://sjp.pwn.pl/sjp/zdrada;2545299.html.
[3] Grabowska, M. (2014). Wychowanie seksualne a ryzykowne zachowania seksualne młodych dorosłych. Rocznik Lubuski 1(40), 177-191.
[4] Grunt-Mejer, K. (2014). Od monogamii do poliamorii: społeczny odbiór związków niemononormatywnych. Studia socjologiczne 4(215), 159-181.
Truizm: relacje są trudne. A to dlatego, że nie można ich zmierzyć, nie można wskazać konkretnie czynników, które wpływają na relację, ani tym bardziej przekazać jednego sposobu na trwanie relacji. Poza tym każda jest w pewien sposób unikatowa i nie tylko w takim ujęciu, że z jedną osobą dogadujemy się lepiej niż z drugą. Unikalność polega też na niepowtarzalności gestów, słów, sytuacji, czasu, miejsca, kontekstu historycznego i innych czynników, które można by tutaj wymieniać po przecinku.
Jednakże jest jeden czynnik, który podnosi ciśnienie każdemu introwertykowi, a nawet największego ekstrawertyka może wprawić w zakłopotanie. Jest to szczerość. Bycie z kimś szczerym zależy od tego, jak długo i jak dobrze znamy daną osobę, ale także od tego, w jaki sposób sami czujemy się z byciem otwartym w stosunku do innego człowieka.
Socjologowie, wtórujący w tej materii Anthony’emu Giddensowi [1], wspominają czasem o trwającym obecnie kryzysie wspólnoty i przejawiającym się coraz częściej indywidualizowaniu czynności społecznych. Zaufanie nie może istnieć bez szczerości, a szczerość bez zaufania. Jednakże w dzisiejszych czasach ufamy coraz rzadziej — przemiany kultury i nowe technologie, wpływające na rozluźnianie się więzów między ludźmi, przemieniły postawy wzajemnego zaufania i zaangażowania społecznego w postawy bardziej zdystansowane. Giddens mówi, że pewne napięcia w strukturze społecznej wpływają na to, że — pomimo takich zjawisk jak zagrożenie przeludnieniem — jednostki stają się coraz bardziej samotne. Tę myśl rozwija np. Zygmunt Bauman w koncepcji płynnej nowoczesności, wedle której jednolite wartości społeczne zastępowane są przez wielogłos i opinie [2].
Tymczasem bycie szczerym zwykle wiąże się właśnie z byciem postrzeganym jako osoba zaufana, nawet przestrzegająca pewnej określonej etykiety. Takie podświadome przekonania mają swoje uwarunkowania kulturowe [3]. Skojarzenia są szczególnie istotne w komunikacji niewerbalnej. Przykładowo uśmiech, który odbierany jest jako szczery, jest zwyczajowo oznaką przełamania bariery w kontakcie i pojawienia się pewnego porozumienia (zresztą uśmiech pełni funkcję komunikacyjną i jest uniwersalną formą reakcji na pozytywne wydarzenia) [4].
Niezależnie od tego, czy chodzi o relację z członkami rodziny, relację partnerską czy relację przyjacielską — szczerość (obok empatii) buduje podwaliny pod każdą z nich. Wiadomo nie od dziś, że kompetentna komunikacja posiada trzy ważne zasady: klarowność, stosowność i skuteczność. Ta ostatnia jest zapewniona właśnie przez szczere ujawnianie emocji lub innych treści ważnych dla relacji [5]. Szczerość buduje intymność i dzięki temu w pewien sposób spaja osoby ze sobą.
Czy warto być szczerym człowiekiem? Odpowiedzi na to pytanie zahaczają zwykle o moralizatorstwo. Jednocześnie implikacje szczerości mogą być budujące — tak społecznie, jak i dla poszczególnych relacji. I tę wiedzę warto posiadać.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Giddens, A. (2007). Nowoczesność i tożsamość. Warszawa: Polskie Wydawnictwo Naukowe.
[2] Bauman, Z. (2006). Płynna nowoczesność. Kraków: Wydawnictwo Literackie.
[3] Prusiński, T. (2015). Trudności z badaniem przyjaźni. Psychologiczne i społeczne wymiary współczesnych relacji przyjacielskich. Kwartalnik Naukowy 3(23), 21-32.
[4] Grzybowski, P. (2014). Uśmiechnij się do obcego! Uśmiech na styku sfery prywatnej i publicznej w warunkach zróżnicowania kulturowego. W: Grzybowski, P., Idzikowski, G. (2018). Inni, obcy — ale swoi. O edukacji międzykulturowej i wspólnocie w szkole integracyjnej. Bydgoszcz: Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego.
[5] Kuryś-Szyncel, K., Jankowiak, B. (2015). Związki intymne jako autorskie projekty życia — próba konceptualizacji ponowoczesnych wzorców relacji. Studia Edukacyjne 37, 257-273.
Nowe technologie zadomowiły się w naszym życiu już na dobre. Smartfonów używamy w biegu w pracy, laptopów do pisania tekstów na bloga, telewizorów do odpoczynku po pracy, a tabletów do sprawienia przyjemności dzieciom. Niebieskie światło ekranów wita nas z każdej możliwej strony, stąd coraz częściej psychologowie zastanawiają się na wpływem ekranu na rozwój dzieci. Szczególnie, że nikt już nie bierze na poważnie rekomendacji instytucji zajmujących się zdrowiem publicznym, aby ograniczyć czas używania urządzeń elektronicznych.
Dziecko przez dużą część swojego dzieciństwa uczy się, naśladując najbliższych. Nie dziwi więc fakt, że naukowcy zastanawiają się, czy częste używanie urządzeń elektronicznych u rodziców, będzie miało wpływ na dłuższe używanie tego typu urządzeń u ich dzieci. I co? I tezy te póki co potwierdzają się. Niezależnie od tego, czy rodzice nadmiarowo używają wszystkich urządzeń elektronicznych, czy tylko jednego — może być to wskaźnikiem wysokiego stopnia używania urządzeń elektronicznych przez dziecko, szczególnie, jeżeli rodzice są nastawieni przyzwalająco na częste używanie przed dziecko urządzeń tego typu [1].
Co jakiś czas w mediach pojawiają się eksperci, którzy twierdzą, że gier na urządzenia elektroniczne należy zakazać, ponieważ są szkodliwe (nie tylko dla dzieci). W USA tacy eksperci stają się szczególnie widoczni po tragediach z udziałem broni palnej. Ile to już razy problemy napastników i podjęcie decyzji o zamachu na np. szkołę sprowadzano w mediach do stwierdzenia, że grał w grę, a gry uczą przemocy. Otóż jest to bardzo duże przekłamanie. Posłużmy się tutaj wynikami dwóch badań.
W jednym z nich przebadano dzieci, które grały w gry (w różnym natężeniu w ciągu tygodnia). U dzieci, które grały w tytuły, w których występowała przemoc, zaobserwowano wzrost trudności w odczuwaniu emocji (co mogło być związane np. z uodpornieniem się na pewne bodźce). Wśród dzieci, które grały mniej niż 8 godzin tygodniowo, nie powiązano faktu grania ze zmianami w zachowaniu względem rówieśników. U dzieci grających powyżej 8 godzin w tygodniu zauważono spadek zachowań prospołecznych [2]. W innym badaniu uzyskano niskie, lecz istotne wyniki. Powiązano granie w gry ze zwiększoną agresją, spadkiem zachowań prospołecznych, spadkiem umiejętności typowo szkolnych, a także spadkiem koncentracji [3]. Jednocześnie warto pamiętać, że w tym badaniu nie rozróżniono kategorii gier oraz sposobów grania, które — jak wskazuje pierwsze z badań — mają wpływ na wyniki.
Czy gry wzmagają agresję? Tak, mogą to robić. Wydaje się, że w zależności od stopnia natężenia grania oraz typu gry, u dzieci (ale także u dorosłych) mogą pojawić się różne deficyty. Nie można jednak twierdzić (1) jaka jest szkodliwość tych deficytów (bo np. po paru godzinach zachowania prospołeczne mogą wrócić do naturalnego dla gracza stanu) oraz (2) przekładać wyników tych badań w skali 1:1 na przyczyny tragedii. Wychodzące w badaniach wskaźniki zwiększonej agresji po skończeniu gry nie wskazują na to, że ktoś podejmie decyzję o przeprowadzeniu zamachu (przy tak niskich efektach statystycznych jest to wręcz niemożliwe). Do takiej decyzji potrzeba jeszcze wielu innych czynników zewnętrznych (w przypadku dzieci np. bullying w szkole lub problemy rodzinne).
Większość ludzi zgodzi się, że czytanie dziecku książek jest rozwijającą dla maluchów aktywnością. A co jeżeli dzieci słuchają audiobooków? Czy efekt będzie równie korzystny? Okazuje się, że tak! Powiązano słuchanie audiobooków ze wzrostem zrozumienia treści u dzieci oraz wzbogacaniem ich słownictwa. Oznacza to tyle, że dzieci słuchające audiobooków wynoszą z nich prawie tyle, ile z czytania książki przez rodzica (choć interakcja z żywym człowiekiem w trakcie czytania nadal pozostaje bezcenna). A co, jeżeli opowieść jest interaktywna i wyświetla się na ekranie tabletu? Animowane obrazki, efekty dźwiękowe oraz muzyka dodatkowo polepszały (w badaniu [4]) wzrost zdolności dzieci. Natomiast dodatkowe gry w takiej aplikacji rozpraszały dzieci i przez to niwelowały efekty.
Jakie wnioski płyną z zaprezentowanych wyników badań? Wpływ elektroniki na dziecko może być różny, czasem skomplikowany i zaskakujący. Demonizowanie wpływu technologii na rozwój dziecka nie ma sensu. Z jednej strony technologia może pomagać w rozwoju dziecka. Z drugiej strony nadmiar białego światła ekranu (oraz wyświetlanych treści) może wpływać negatywnie na rozwój dziecka (dyskutuje się nad tym, w jakim stopniu i czy na stałe).
Autor: Paweł Zalewski
[1] Lauricella, A., Wartella, E., Rideout, V. (2015). Young children’s screen time: The complex role of parent and child factors. Journal of Applied Developmental Psychology 36, 11-17.
[2] Lobel, A., Engels, R., Stone, L., Burk, W., Granic, I. (2017). Video Gaming and Children’s Psychosocial Wellbeing: Longitudinal Study. Journal of Youth & Adolescence 46, 884-897.
[3] Ferguson, Ch. (2015). Do Angry Birds Make for Angry Children? A Meta-Analysis of Video Game Influences on Children’s and Adolescents’ Aggression, Mental Health, Prosocial Behavior, and Academic Performance. Perspectives on Psychological Science 10(5), 646-666.
[4] Takacs, Z., Swart, E., Bus, A. (2015). Benefits and Pitfalls of Multimedia and Interactive Features in Technology-Enhanced Storybooks: A Meta-Analysis. Review of Educational Research 4(85), 698-739.
O tak dziwacznym zjawisku jak synestezja słyszał każdy uczeń szkoły średniej podczas omawiania poezji dwudziestolecia międzywojennego lub twórczości Brunona Schulza. Nie każdy jednak wie, że za literackimi opisami kryje się rzadkie psychologiczne zjawisko.
Synestezję definiuje się jako zjawisko polegające na łączeniu wrażeń odbieranych różnymi zmysłami [1]. O odczuwaniu przez kogoś synestezji mówimy, gdy jest to doświadczenie mimowolne, powtarzalne oraz odczuwane, a nie wyobrażone. Najczęściej spotyka się synestezję dwumodalną, tj. taką, w której jedynie dwa bodźce łączą się ze sobą. Istnieją również synestezje wielomodalne. Przykładowo Salomon Szereszewski, litewski dziennikarz opisany przez Aleksandra Łurię (o którym trochę więcej w dalszej części tekstu), miał synestezję czteromodalną.
Synestezja w sztuce stała się środkiem wyrazu, który ma podkreślać cielesność — tzw. twórczy dialog zmysłów [2]. Tymczasem jako zjawisko psychologiczne (a może już wręcz kognitywne) postrzegane jest jako ułatwienie za sprawą przeprowadzonych badań. Wspomniany już Szereszewski przeżywał każdy bodziec za pomocą wzroku (np. kichnięcie wywoływało w jego umyśle obrazy). Doznania te były na tyle intensywne, że mógł on wykorzystywać synestezję jako technikę zapamiętywania [3]. Co więcej, Szereszewski był jednocześnie mnemonistą, tj. miał pamięć fotograficzną.
Okazuje się, że synestezja może być powiązana z pamięcią nie tylko w przypadku litewskiego dziennikarza. Hipotetycznie synestezja powstaje na skutek skrzyżowania połączeń nerwowych pomiędzy różnymi okolicami mózgu, które powodują wzajemny wzrost swojej aktywności. Badania wskazują, że synestezja może znosić efekt starzenia się na pamięć człowieka, jak również wspomagać percepcję doświadczeń i zapamiętywanie wydarzeń [4].
Synestezja jest rzadkim zjawiskiem psychologicznym, w dodatku trudno oszacować jej rozpowszechnienie, ponieważ często synestetycy wstydzą się ujawniać swoje odczucia, nie chcąc być uznanymi za chorych psychicznie. Osoby żyjące z synestezją mogą bywać przytłumione odczuwanymi wrażeniami. Np. Szereszewski mógł zapamiętywać duże partie materiału, lecz tylko w spokojnym środowisku. Jeżeli zadanie przerywane było przez dodatkowe bodźce (np. dżwiękowe), to badany dziennikarz nie mógł się dostatecznie skupić i zadanie przerywał. Warto pamiętać o tym, że synestezja ma dwie twarze — może pewne czynności wspomagać, ale zwykle kosztem czegoś innego (np. przeciążenia poznawczego).
Autor: Paweł Zalewski
[1] Gorąca-Sawczyk, G. (2014). Różnorodność technik uczenia się słownictwa w języku obcym. Neofilolog 2(43), 181-192.
[2] Kozłowska, Z. (2014). Synestezja — wyzwanie dla kultury wzrokocentrycznej. Ogrody Nauk i Sztuk 4, 225-231.
[3] Mielczuk, E., Kowalska, I. (2010). Szereszewski — mnemoniczny geniusz. Rocznik Kognitywistyczny 4, 107-111.
[4] Pfeifer, G., Ward, J., Chan, D., Sigala, N. (2016). Representational Account of Memory: Insights from Aging and Synesthesia. Journal of Cognitive Neuroscience 12(28), 1987-2002.