Somatyzacja jest jednym z objawów psychopatologii. Objawia się różnorodnymi, uporczywymi dolegliwościami cielesnymi, skłaniającymi chorych do ciągłego ponawiania kolejnych badań […] i prób leczenia [1]. To zjawisko może być wstępem do innego objawu: hipochondrii. Badania pokazują jednak, że nie tylko w zaburzeniach czynności psychicznych rolę może odgrywać nasze ciało. Często możemy odczuwać somatycznie silny stres – zawroty głowy, mdłości, rozstrój żołądka, a nawet gorączka mogą być symptomami skumulowanego napięcia psychicznego.
Jeżeli już mowa o stresie, to warto przypomnieć, że na najbardziej podstawowym poziomie wyróżnia się dystres, a więc stres negatywny (prowadzący do ubytków zdrowotnych), oraz eustres, czyli stres addytywny (np. motywujący). Wyróżnia się także trzy stadia stresu: adaptację, odporność i wyczerpanie organizmu [2]. W pierwszej fazie adaptujemy się do stresu. Rozpoczyna się to fazą szoku, po której zwykle następuje wzmożona motywacja i próba poradzenia sobie ze stresem. Jeżeli uda się ze stresem poradzić, następuje faza druga – wypracowanie odporności na bodziec stresowy. Faza trzecia rozpoczyna się, gdy stres utrzymuje się zbyt długo, a organizm przestaje radzić sobie ze zwalczaniem napięcia.
Pierwsza i trzecia faza są krytyczne dla poradzenia sobie z sytuacjami stresowymi. Jeżeli w czasie adaptacji poziom stresu jest zbyt wysoki, nie nastąpi faza odporności, a przejdziemy od razu do wyczerpania organizmu. Organizm wyczerpuje się także wtedy, gdy stres działa zbyt długo. W obu przypadkach nastąpić mogą negatywne reakcje psychosomatyczne. Wystawienie na zbyt wysoki poziom stresu może prowadzić do syndromu wyuczonej bezradności [3] czy nawet (w przypadkach skrajnych) zaburzeń lękowych lub zespołu stresu pourazowego [4].
Ze stresem trzeba nauczyć się sobie radzić. Nie jest to oczywiście najprostsze zadanie, ponieważ częściowo sposoby reakcji na sytuacje stresowe zależą od naszego temperamentu, osobowości czy pochodzenia [5]. Co można zrobić by nauczyć się lepiej radzić ze stresem? Zwykle proponuje się ćwiczenia oddechowe, zdrową dietę i ruch fizyczny – chodzi raczej o zachowanie balansu pomiędzy sytuacjami stresowymi a takimi, które sprawiają na przyjemność. Można pójść również na specjalne warsztaty, gdzie daje się narzędzia pomocne w walce ze stresem. Takimi warsztatami mogą niekiedy być konsultacje z psychologiem lub psychoterapeutą.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Rybakowski, J., Pużyński, S., Wciórka, J. (red.). (2010). Psychiatria. Tom I: podstawy psychiatrii. Wrocław: Elsevier Urban & Partner, 367.
[2] Binczycka-Anholcer, M., Lepiesza, P. (2011). Stres na stanowisku pracy ratownika medycznego. Hygeia Public Health, 46(4), 455-461.
[3] Kwiecińska-Zdrenka, M. (2005). Bezradność w ujęciu socjologii i psychologii. W: Gajdzica, Z., Rembierz, M. (red.). Bezradność: interdyscyplinarne studium zjawiska w kontekście zmiany społecznej i edukacyjnej. Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.
[4] Mauritz, M. W., Goossens, P. J., Draijer, N., & Van Achterberg, T. (2013). Prevalence of Interpersonal Trauma Exposure and Trauma-Related Disorders in Severe Mental Illness. European Journal of Psychotraumatology, 4.
[5] Oniszczenko, W. (2007). Stres – to brzmi groźnie. Warszawa: Wydawnictwo Akademickie ŻAK.
Sen jest ważny dla naszego zdrowia, choć naukowcy wciąż próbują odnaleźć przyczynę wykształcenia się potrzeby snu i jej funkcji dla naszego organizmu. Obecnie sen definiuje się jako stan obniżenia wrażliwości na bodźce, częściowej bezwładności i zwolnienia funkcji, połączony ze zniesieniem świadomości, występujący u człowieka i zwierząt wyższych w rytmie dobowym, na przemian z czuwaniem [1]. Ma on dla nas przede wszystkim funkcję regeneracyjną; możliwe, że jest istotnym czynnikiem dla zachowania prawidłowego działania naszego mózgu (np. zaobserwowano zjawisko reminiscencji pojawiające się częściej, jeżeli po okresie nauki następował sen[2]).
Zaburzenia snu w psychiatrii dzieli się na zaburzenia występujące stale, tzw. pierwotne, zaburzenia występujące okresowo lub zaburzenia wtórne, wynikające z zaburzeń psychicznych lub somatycznych[3]. Nietrudno się domyślić, że najpopularniejsze zaburzenia snu należą do grupy tych ostatnich. Do najczęściej występujących zaburzeń snu zaliczamy bezsenność, narkolepsję, somnambulizm (zwany potocznie lunatykowaniem), a także lęki i koszmary senne[ibid.].
Nie da się oczywiście przewidzieć sytuacji losowych i różnorakich wypadków, które mogą wywołać zaburzenia snu. Warto jednak wiedzieć, że wyodrębniono parę czynników, które mogą pomóc nam w przeciwdziałaniu wystąpienia zaburzeń snu. Nie oznacza to, niestety, że zastosowanie się do tych zdroworozsądkowych wskazówek uchroni nas przed np. bezsennością, jednakże może zmniejszyć ryzyko jej wystąpienia[4].
Do wspomnianych czynników należy oczywiście umiejętne radzenie sobie ze stresem oraz unikanie nałogów. Warto również zdrowo się odżywiać oraz być aktywnym fizycznie. Warto utrzymywać stałe godziny wstawania i zasypiania (tak, nawet w weekendy). Warto odłożyć wszystkie urządzenia emitujące białe światło (telewizory, tablety, smartfony), które zaburzają produkcję melatoniny[5].
Jeżeli jednak nie uda się skutecznie zapobiec zaburzeniom snu, warto udać się do lekarza, który może zalecić farmakoterapię lub psychoterapię behawioralną w celu poradzenia sobie z zaburzeniami snu.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Rybakowski, J., Pużyński, S., Wciórka, J. (red.). (2010). Psychiatria. Tom I: podstawy psychiatrii. Wrocław: Elsevier Urban & Partner.
[2] Strelau, J. (2000). Psychologia. Podręcznik akademicki. Tom 2. Gdańsk: GWP.
[3] Bilikiewicz, A. (red.). (2007). Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa: PZWL.
[4] Rzewuska, M. (1998). Leczenie bezsenności. Farmakoterapia w psychiatrii i neurologii, 1, 56-92.
[5] Bidzan, L. (2010). Zaburzenia snu w chorobach zwyrodnieniowych mózgu. Psychogeriatria Polska, 7(2), 51-60.
Często mówi się o tym, że związki mogą być dobre, zdrowe czy szczęśliwe. Istnieje cała masa artykułów typu X oznak, że Twój związek jest szczęśliwy/dobry/zdrowy. Jest jeden drobny problem. Psychologowie prowadzący badania związków wykazują, że nie ma obiektywnych wskaźników dobrego związku. Co więcej, prawdopodobnie nie istnieje dobry związek w taki sensie, w jakim używa się tego stwierdzenia potocznie. W takim razie co wiadomo o związkach?
W psychologii jedną z metod badań są kwestionariusze, czyli testy mierzące subiektywne odczucia badanych dotyczące danego zagadnienia. W tak delikatnych sprawach jak badanie związków kwestionariusze są szczególnie przydatne, ponieważ pozwalają ocenić w sposób statystyczny, jak partnerzy oceniają wzajemnie różne aspekty związku i porównać ich odpowiedzi ze sobą. Psychologowie coraz częściej wychodzą z założenia, że partnerzy sami najlepiej wiedzą, na jakim poziomie jest ich obecny związek. Kluczowe jest zadanie odpowiednich pytań[1].
Jedna z najlepiej znanych koncepcji dotycząca oceny związku stworzona została w latach 70-tych XX wieku przez Grahama Spaniera i Roberta Lewisa. Uznali oni, że szereg aspektów związku, ocenionych przez partnerów na skali liczbowej, będzie stanowił miarę jakości związku, czyli przystosowania partnerów do siebie nawzajem. W ten sposób udało im się wyodrębnić pary o wysokiej, średniej lub niskiej jakości. Autorzy za aspekty związku świadczące o jego jakości uznali spójność, zgodność, dostosowanie emocjonalne i satysfakcję[2].
W koncepcji Spaniera i Lewisa nacisk położony jest na subiektywną ocenę związku zamiast obiektywnych wskaźników. Można z tego wysnuć jeden wniosek: o dobry związek należy zatroszczyć się samodzielnie. Nie pomogą żadne oznaki opisane w kolorowych magazynach czy na równie kolorowych stronach internetowych.
Paweł Zalewski
[1] Jankowiak, B. (2007). Problematyka jakości i trwałości relacji partnerskich w teorii i badaniach. Przegląd terapeutyczny, 3, 1-25.
[2] Spanier, G., Lewis, R. (1980). Marital Quality: A Review of the Seventies. Journal of Marriage and the Family, 11, 825-839.
Czy empatia to współodczuwanie? Czy empatia do rozumienie uczuć innych? Czy empatia do odczuwanie tego samego co ten drugi? Na każde z tych pytań można odpowiedzieć: to zależy. A zwykle zależy od przyjętej definicji empatii. Nie zagłębiajmy się jednak w poszukiwanie najlepszej definicji. Zamiast tego zastanówmy się, w jakim sposób wykorzystujemy empatię w taki sposób, jaki przedstawia ją Wanda Sztander.
Sztander mówi, że empatia to współodczuwanie, lecz z zachowaną własną odrębnością. Nie jest jednoznaczna z odczuwaniem tego samego co druga osoba.
Rozumiem, wyobrażam sobie, dobrze wiem, co przeżywa klient, jestem jednak z boku. Nie płaczę, gdy on płacze, choć porusza mnie to i choć dobrze wiem, co czuje, gdy opowiada mi o dramacie swojego doświadczenia. Wiem to, nawet jeśli sama tego nie przeżyłam. Mamy przecie podobne bazowe wyposażenie emocjonalne i wspólne nam, ludziom, reguły wnioskowania[1].
Zawarta w tych słowach definicja empatii pokazuje, że jest to sposób przebywania z drugą osobą, rozumienia jej emocji, ale niekoniecznie wspólnego zatracania się w nich.
Jest to w pewnym sensie intuicyjny sposób empatyzowania. W przypadku osoby w żałobie raczej nie skupiamy się na tym, żeby zatracać się w smutku razem z tą drugą osobą. Raczej jest tak, że staramy się być silni i wspierać poprzez obecność, choć rozumiemy ten rodzaj smutku, którego doświadcza osoba. Tak sam, gdy ktoś jest niesamowicie szczęśliwy, nas też wprawia w lepszy nastrój, choć przecież nie skaczemy z radości pod sufit.
Jedno nie ulega wątpliwości. Abstrahując od definicji Sztander lub jakiejkolwiek innej, empatia jest ważna dla kontaktów z innymi ludźmi. Warto ją rozwijać.
Paweł Zalewski
[1] Sztander, W. (1999). Rozmowy, które pomagają. Warszawa: Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. s. 27.
Co? Psychoterapia i kontrakt? Niektórzy klienci po latach zdziwieni są, gdy w stosunku do ustalonych w terapii zasad używa się pojęcia kontraktu. Wynika to z potocznego rozumienia pojęcia kontraktu jako prawnie wiążącego dokumentu, który określa pewne warunki. Takie skojarzenia jednoznacznie przywodzą na myśl pracę, sprzedaż i całą moc innych terminów o charakterze ekonomicznym.
Warto już na wstępie zaznaczyć, że kontrakt w terapii nie jest wiążącym obie strony aktem prawnym, za które można wyciągnąć jakieś konsekwencje. Nie jest też tak, że będąc w terapii podpisuje się jakiś dokument. Wręcz przeciwnie, zawarcie kontraktu ma często charakter ustnego omówienia warunków i zasad panujących w kontakcie między terapeutą a klientem. Mogą one mieć charakter bardziej lub mniej ogólny, natomiast w każdym wypadku wymagana jest zgoda klienta[1].
Dobry kontrakt zawiera takie elementy jak cel terapii, jej charakter i sposób prowadzenia sesji. Powinien zawierać zapewnienie o poufności i zachowaniu anonimowości przez klienta (do tych dwóch ostatnich zobowiązany jest nie tylko terapeuta, ale również obsługa placówki, jeżeli spotkania odbywają się w takowej). Kontrakt obejmuje także elementy techniczne takie jak zasady odwoływania spotkań, wysokość stawki za spotkania, czas trwania sesji i sposób kontaktu poza sesjami [2]. Kontrakt musi być klarowny i zrozumiały dla klienta.
O kontrakcie ciężko jest pisać w inny sposób niż ogólnikowo, ponieważ wiele zależy od podejścia, w jakim prowadzona jest terapia. Przedstawione powyżej elementy dobrego kontraktu powinny być wspólne dla wszystkich podejść, choć warto mieć na uwadze, że niektóre z nich mogą występować w mniejszym lub większym natężeniu przy omawianiu kontraktu. Najważniejsza jest akceptacja przez klienta. Jeżeli jakiś element kontraktu nam nie pasuje lub jesteśmy w terapii od miesięcy, ale nadal nie ustaliliśmy kontraktu, to warto zastanowić się nad zmianą terapeuty. Kontrakt wyznacza ramy dobrej psychoterapii, a brak profesjonalizmu w takim zawodzie może przynieść negatywne konsekwencje dla klienta.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Stemplewska-Żakowicz, K. (2009). Diagnoza psychologiczna: diagnozowanie jako kompetencja profesjonalna. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
[2] Aleksandrowicz, J., Czabała, J. C. (2012). Podstawy psychoterapii. W: Pużyński, S., Rybakowski, J., Wciórka, J. (red.). Psychiatria. Metody leczenia. Zagadnienia etyczne, prawne, publiczne, społeczne. Wrocław: Elsevier Urban&Partner.
W przeważającej większości przypadków do leczenia pacjenta – niezależnie od schorzenia – wymagana jest świadoma i czynna zgoda samego zainteresowanego. Zasada dobrowolności leczenia jest fundamentalna w tak delikatnej materii jaką jest polepszanie psychicznego stanu pacjentów. Jednakże w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia pacjent może zostać przyjęty do szpitala bez udzielania zgody.
Artykuły 23 oraz 24 Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego dopuszczają możliwość przyjęcia pacjenta na oddział szpitala psychiatrycznego bez wymogu uzyskania czynnej i świadomej zgody. Osoba może być przyjęta w trybie nagłym, jeżeli zagraża ona swojemu zdrowiu lub zdrowiu innych osób. W tym pierwszym wypadku może to być np. autoagresja lub próba samobójcza. Jeżeli chodzi o ten drugi wypadek, to mogą to być silne napady niepohamowanej złości, która przeradza się w agresję. Jednakże podstawą do przyjęcia do szpitala bez zgody zainteresowanego mogą być także groźby autoagresji lub agresji w stosunku do innych ludzi, jeżeli istnieje uzasadniona obawa, że zostaną one spełnione.
Polskie prawo określa również szereg innych możliwości leczenia pacjenta bez jego zgody (np. leczenie przymusowe na wniosek osoby bliskiej lub w przypadku ubezwłasnowolnienia). Zainteresowany czytelnik z łatwością odnajdzie w Internecie informacje na ten temat.
Warto pamiętać, że w przypadku pogorszenia się stanu psychicznego osoby z naszego otoczenia i podejrzenia, że może on zrobić coś, co będzie zagrażało życiu i zdrowiu jakiegokolwiek człowieka, należy powiadomić odpowiednie służby. Najlepiej zadzwonić pod numer alarmowy 112 i szybko opisać sytuację wraz z obecnym miejscem pobytu. Pamiętajmy, że nasza szybka reakcja może zagwarantować komuś przeżycie.
Autor: Paweł Zalewski
W założeniach niektórych podejść terapeutycznych relacja z terapeutą jest odtworzeniem kształtu relacji z ważnymi dla klienta osobami. Z badań wiadomo także, że kontakt z terapeutą sam w sobie może być najbardziej pomagającym elementem terapii*. Skoro tak, to czy sposób komunikacji terapeuty i klienta jest wyjątkowy? Specyficzny? Niezwykły? Niespotykany? Ulubiona odpowiedź psychologów brzmi: to zależy.
Warto uświadomić sobie pewne ograniczenia relacji w terapii. Psychoterapeuta nie jest przyjaciółką lub przyjacielem do wypłakania się w ramię. Terapia nie jest też rozmową dla przyjemności. Terapeuta jest osobą, która prowadzi proces pomagania, nie jest personalnie zaangażowana w życie klienta, potrafi z dystansem ocenić to, co klient wnosi na terapię. Wiąże się to ze zwiększoną świadomością terapeuty co do kontaktu. Tę różnicę pomiędzy klientem oraz terapeutą nazywa się asymetrią kontaktu**. Relacja z terapeutą nie będzie więc relacją przyjacielską, choć nie wyklucza to ciepłej atmosfery na sesjach terapeutycznych.
Sama forma relacji z terapeutą nie jest więc typowa, w tym sensie, że nie jest relacją taką jak znajomość z każdą inną osobą. Jednakże aparat komunikacyjny pozostaje taki sam. Nie chodzi tutaj oczywiście o umiejętności słuchania, rozumowania czy mówienia, choć ich jakość również jest ważna dla terapii. Nie zmieniają się założenia dotycząc komunikacji interpersonalnej w terapii. Nadal jest to proces wymiany informacji. Na komunikację składają się znaki i symbole, dzięki którym tworzy się znaczenia. Owe znaczenia mają sens jedynie w odniesieniu do tej relacji i do komunikacji z jej uczestnikami. Komunikacja z terapeutą również przebiega etapami***.
Można powiedzieć, odpowiadając na zadane na początku pytanie, że komunikacja w terapii nie jest niezwykła czy wyjątkowa. To sytuacja i kontekst spotkań z terapeutą sprawia, że relacja ta nie jest typowa.
Autor: Paweł Zalewski
*Grzesiuk, L., Szuszek, H. (2011). Psychoterapia: praktyka. Warszawa: Wydawnictwo ENETEIA.
**Szustrowa, T. (2005). Swobodne techniki diagnostyczne: wywiad i obserwacja. Warszawa: Pracownia Testów Psychologicznych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.
**Morreale S. P., Spitzberg B. H., Barge J. K. (2008). Komunikacja między ludźmi: motywacja, wiedza i umiejętności. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Psychologowie często używają specyficznego języka, który coraz częściej – w mniej lub bardziej zmienionej formie – przechodzi do języka potocznego. Stwierdzenia takie jak informacje zwrotne, relacja czy kontakt z drugą osobą używane są nader często. Równie rozpowszechnione stały się niektóre mity psychologiczne.
Według wiedzy potocznej na co dzień człowiek używa jedynie 10-30% potencjału swojego mózgu. Przekonanie to pojawia się w filmach, w opowiadaniach czy nawet w grach komputerowych, czasem stanowiąc oś akcji. Tymczasem nie jest to prawda. Neurologowie (np. Barry Gordon z Johns Hopkins School of Medicine w Baltimore) wskazują, że gdybyśmy nie używali większej części naszego mózgu, to w zasadzie nie moglibyśmy normalnie funkcjonować[1]. Mózg zużywa około 20% energii całego organizmu. Ponadto istnieją dowody na to, że nawet mało aktywne części mózgu działają w stanie spoczynku, koordynując takie aktywności jak oddychanie, czynności poznawcze czy czynności organizmu. Samo przeświadczenie o używaniu niskiego procenta mózgu człowieka w jednej chwili wzięło się prawdopodobnie od słów Alberta Einsteina, który – próbują wytłumaczyć swój niesamowity intelekt – stwierdzał, że jest to prawdopodobnie zasługa tego, że używa pełni swoich zasobów mentalnych, w przeciwieństwie do większości ludzi.
Ruch antyszczepionkowy mógłby być tematem niejednej rozprawy naukowej. Nie sposób jednak nie wspomnieć o jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów – szczepionki wywołują autyzm. W zasadzie chodzi o szczepionki przechowywane w złych warunkach termicznych, po których podaniu u dzieci miałoby ujawniać się zaburzenie autystyczne. Jednakże badania przeprowadzone pod koniec lat 80-tych i 90-tych XX wieku – a więc w okresie stwierdzenia zwiększonego rozpoznawania autyzmu u dzieci – nie znalazły powiązań między użyciem szczepionek a autyzmem[2].
Kolejnym popularnym mitem jest przekonanie o tym, że ADHD jest zmyśloną chorobą. Argumentem potwierdzającym to przekonanie miało być – również rzekome – wyznanie poczynione na łożu śmierci przez Eisenberga, twórcę pojęcia ADHD, jakoby zmyślił on całe schorzenie oraz wyniki swoich badań. W rzeczywistości Eisenberg nigdy nie odwołał swoich tez, natomiast jedyne zastrzeżenie co do istnienia tego schorzenia dotyczy zbyt częstego wykrywania go u dzieci. W sprawie zbyt szerokich kategorii diagnostycznych ADHD toczy się dyskurs naukowy, co z całą pewnością nie jest równoznaczne z zaprzeczaniem istnienia zaburzenia[3].
Trzy opisane powyżej mity są najczęściej spotykane w mediach oraz w kulturze popularnej. Wiele z nich podzielanych jest także przez wykształconych ludzi. Ważnym jest, aby mity tego typu były tłumaczone. W przypadku ruchu antyszczepionkowego poprawne wytłumaczenie pewnych zagadnień mogłoby przyczynić się nawet do ocalenia życia ludzkiego.
Autor: Paweł Zalewski
[1] Boyd, R. (2008). Do people only use 10 percent of their brains? Scientific American. Pobrano z http:// www.scientificamerican.com/article/do-peo- ple-only-use-10-percent-of-their-brains/
[2] Stehr-Green, P., Tull, P., Stellfeld, M., Mortenson, P. B. i Simpson, D. (2003). Autism and thimerosal-con- taining vaccines: lack of consistent evidence for an association. American journal of preventive medicine, 25(2), 101–106.
[3] Sciutto, M. J. i Eisenberg, M. (2007). Evaluating the evidence for and against the overdiagnosis of ADHD. Journal of Attention Disorders, 11(2), 106–113.
Niektóre psychologiczne stwierdzenia weszły na stałe do potocznego języka. Wśród nich coraz częściej pojawia się inteligencja emocjonalna, którą słownik PWN definiuje jako zdolność kontrolowania własnych emocji oraz odczytywania emocji innych ludzi i wpływania na nie. Takie postawienie sprawy jest pewnym uproszczeniem, przez które inteligencja emocjonalna stała się wytrychem, pozwalającym na opis wielu aspektów rzeczywistości, które jednak z samym pojęciem nie mają wiele wspólnego.
Psychoterapeuci czasami słyszą od swoich pacjentów, że ci chcieliby popracować nad swoją inteligencją emocjonalną. W terapiach par to słowo również się pojawia, zwykle w kontekście obwiniania partnera lub partnerki o brak pewnych zachowań, co kwituje się stwierdzeniem: jemu/jej brakuje inteligencji emocjonalnej.
Rozważmy to ostatnie zdanie. Inteligencji emocjonalnej, jak każdego rodzaju inteligencji, nie może zabraknąć. Inteligencja to nazwa pewnej dyspozycji każdego człowieka w określonym zakresie. Nie można stwierdzić, że inteligencji komuś brakuje, ponieważ każdy człowiek posiada jej pewien określony poziom. Mierzenie każdego rodzaju inteligencji odnosi się do pewnych aspektów funkcjonowania. Tak na przykład inteligencja ogólna to – w dużym uproszczeniu – miara umiejętności uczenia się i wyciągania logicznych wniosków. Tak samo jak umiejętności uczenia się lub wnioskowania nie może brakować (choć ludzie mogą się od siebie różnić jej poziomem), tak nie może brakować inteligencji emocjonalnej, ponieważ jest to miara pewnych umiejętności społeczno-poznawczych.
Utarło się takie przekonanie, że inteligencja emocjonalna ułatwia kontakty z innymi ludźmi, dlatego warto ją trenować i udoskonalać. Przyjmijmy na potrzeby dalszych przykładów, że podana na początku definicja jest nieuproszczona. Poznajmy Annę i Jana.
Anna uważa się za osobę inteligentną emocjonalnie. Regularnie wpłaca pieniądze na konta fundacji pomocowych, rozmawia ze swoim partnerem, jest miła i sympatyczna dla swoich współpracowników. Jest odbierana jako bardzo pozytywna osoba. Pewnego dnia Anna traci pracę. Podłamana wraca do domu, gdzie zawija się w koc i łka do poduszki. Przy okazji kłóci się o coś z partnerem, co tylko pogarsza jej nastrój. Anna wpada w gorszy nastrój, który trwa przez parę następnych dni. Cierpi na tym jej związek.
Tymczasem Jan nie uważa się za osobę wrażliwą. Jest twardzielem, chodzi na mecze ulubionego klubu, ale trzyma się z dala od kłopotów. Często odczytuje intencje innych osób z ich twarzy. Jak coś mu się nie podoba w tej twarzy, to się odcina i idzie w swoją własną stronę. Miał tak od dziecka. W szkole często zdarzało mu się przybierać taką minę, że nauczycielki były przekonane o jego gorszym samopoczuciu i odpuszczały mu pewne zadania. Jan nie lubi wielu ludzi, chociaż Ci uważają, że zawsze jest dla nich miły i życzliwy.
Anna byłaby w tym przykładzie osobą o niskiej inteligencji emocjonalnej. Jej pozytywne zachowania i nastawienie niknie w obliczu sytuacji kryzysowej, w której potrzebne jest zwiększone zarządzanie zasobami emocjonalnymi. Niskie umiejętności kontroli negatywnych emocji mogą powodować dłuższe trwanie gorszego nastroju i mogą przekładać się na pogorszenie jakości związku w okresie kryzysu.
Jan natomiast jest osobą o wysokiej inteligencji emocjonalnej. Przejawia się to w stabilności emocjonalnej, ale również w umiejętności akuratnego reagowania na emocje innych, czy wręcz w wywieraniu emocjonalnego wpływu na innych w celu uzyskania korzyści.
Oba przykłady są oczywiście uproszczone i przejaskrawione, mają jednak na celu przekazanie istotnej informacji. Pojęcia inteligencji emocjonalnej nie można używać tylko i wyłącznie jako wytrychu oznaczającego zarządzanie pozytywnymi emocjami, czy też jako zamiennika wrażliwości u partnera. Nie jest to nawet zamiennik tylko kontroli emocji lub tylko rozpoznawania emocji u siebie lub innych. Inteligencja emocjonalna to dyspozycja przejawiająca się pewnymi umiejętnościami, które niosą za sobą określone zachowania.
Czy można więc pracować nad inteligencją emocjonalną? Można, choć po konsultacji z psychoterapeutą może okazać się, że nie jest to coś, czego klient poszukuje. Znacznie częściej pojęcia inteligencji emocjonalnej klient używa, by nazwać pewne konkretne umiejętności, nad którymi chciałby pracować (np. wspomniana wcześniej kontrola emocji czy wrażliwość w stosunku do partnera/partnerki). Praca nad takimi zagadnieniami może przybrać formę terapii indywidualnej lub terapii grupowej.
Autor: Paweł Zalewski
Jest naprawdę źle. Udajemy się do internetu, aby szukać pomocy w sytuacji kryzysu. Co wpisujemy? Poradnia psychologiczna. Poradnia psychiatryczna. Porady psychologa. Poradnia małżeńska. Porady psychologiczne. Jest tylko jeden zasadniczy problem.
Przyjrzyjmy się definicji słownikowej słowa porada. Porada to – wg słownika PWN – udzielenie komuś rady; też: to, co się komuś zaleca jako środek na coś. Rada – to, co się komuś proponuje, aby zrobił w danej sytuacji. W sytuacji porady mamy do czynienia z kimś, kto udziela propozycji, co zrobić w danej sytuacji, która nas spotkała. Można też zrozumieć poradę jako przepisanie pewnego środka na jakąś dolegliwość. Porada może być konkretna (np. na ból głowy weź środek X), ale może także nosić znamiona ogólności (np. na ból głowy każdemu pomaga gorący prysznic).
W sytuacji kryzysu niejednokrotnie nie wiemy, co zrobić. Możemy czuć się zagubieni, słabi, nieświadomi rozwiązań, które inaczej byłyby dla nas oczywiste. Jest to jak najbardziej naturalne. Naturalnym odruchem jest także poszukiwanie kogoś, kto będzie w stanie nam w tej sytuacji pomóc. Dlatego poszukujemy pomocy specjalistów. Nie należy mieć jednak błędnych oczekiwań od najlepszego nawet terapeuty czy psychologa. W tym zawodzie nie udziela się porad.
Stosowanie pomocy psychologicznej nie polega na wysłuchiwaniu rad i stosowaniu ich. Konsultacja psychologiczna lub terapia nie są miejscem na wyrażanie przez terapeutę porad. Spotkanie z psychologiem wygląda zupełnie inaczej niż wizyta u lekarza.
Na czym więc takie spotkanie polega? Na pomocy w zrozumieniu siebie i innych, spojrzeniu na daną sytuację lub na siebie (lub wydarzenia w życiu) w inny sposób, bardziej rozumiejący i refleksyjny. Terapeuta nie jest zaangażowany emocjonalnie, nie udziela porad, ponieważ nie posiada on recepty na problem, który pojawia się w czyimś życiu.
Poradnia psychologiczna? Porady psychologiczne? Nie istnieje coś takiego. Zamiast tego proponuję używać określeń ośrodek psychologiczny oraz pomoc psychologiczna.
Autor: Paweł Zalewski
Niezależnie od tego, czy jest to rozstanie, wypadek, śmierć czy inne wydarzenie życiowe – pojawia się uczucie pustki, opuszczenia, kogoś nam brakuje, jest nam z tym źle i przeżywamy to na różne sposoby. To przeżywanie nazywamy żałobą.
Żałoba u każdego wygląda inaczej. Nie zmienia to faktu, że doświadczanie żałoby może być dłuższe lub krótsze oraz mniej lub bardziej intensywne. Wiele zależy od relacji, w jakiej się było z osobą, której już nie ma. Nie ma jednak wątpliwości, że doświadczenie żałoby jest trudne i bolesne dla każdego. Żałobę często dzieli się na cztery fazy.
Na początku pierwszej fazy niektórzy mogą reagować odrzuceniem zaistnienia straty, niedowierzaniem, emocjonalnym dystansem. Rozpoczęcie procesu żałoby to akceptacja jej zaistnienia, pogodzenie się z odejściem kogoś ważnego.
Druga faza opiera się na silnych, często sprzecznych reakcjach emocjonalnych na żałobę. Pełne doświadczenie straty i zaakceptowanie jej jest doświadczeniem niezwykle trudnym i bolesnym. Żałoba może nieść za sobą uczucia nowe lub o nowym nasileniu. Bardzo często najsilniej odczuwa się brak osoby, której już nie ma. Ujawnia się pustka. Pojawić się może nawet ból. W tym okresie codzienne czynności mogą wymagać więcej wysiłku niż zwykle i być wykonywane wolniej. Mogą pojawiać się trudne do opanowania emocje, agresja w stosunku do losowych osób, która wynika z nagromadzenia silnych emocji.
W tej fazie osoby często uciekają od emocji w pracę, w wir obowiązków, udają przed innymi i przed sobą, że wszystko jest w porządku. Tymczasem przeżycie żałoby jest doświadczeniem bolesnym, lecz potrzebnym i ważnym do przeżycia. Odcinając się od emocji nie pozwalamy sobie na poradzenie sobie ze stratą kogoś bliskiego.
Jeżeli ta faza utrzymuje się za długo, emocji jest jednak za dużo i uniemożliwiają funkcjonowanie lub prowadzą do myśli samobójczych, to znak, że powinniśmy udać się na konsultację do psychoterapeuty. Praca ze specjalistą może pomóc w zrozumieniu nagromadzonych emocji lub w przepracowaniu tego, czego nie da się przepracować samodzielnie.
Kolejna faza to stopniowe przechodzenie do porządku dziennego nad trudnymi emocjami i odzyskiwanie równowagi w życiu codziennym. Jest to okres układania sobie dnia bez obecności osoby, która odeszła. Może być to również proces uczenia się pewnych umiejętności mentalnych albo fizycznych. Efektem jest przejście do ostatniej fazy, czyli zrozumienia i zaakceptowania straty, a także znalezienie miejsca w przeszłości dla osoby, która odeszła bez wpływu jej odejścia na obecne i przyszłe doświadczenia.
Proces żałoby zostaje zakończony, jeżeli strata przestaje mieć wpływ na życie oraz przeżywanie tu i teraz. Przeżycie żałoby może być postrzegane jako uzyskanie nowej siły, wypracowanie nowej jakości życia lub nawet oczyszczenie.
Autor: Paweł Zalewski