Jest naprawdę źle. Udajemy się do internetu, aby szukać pomocy w sytuacji kryzysu. Co wpisujemy? Poradnia psychologiczna. Poradnia psychiatryczna. Porady psychologa. Poradnia małżeńska. Porady psychologiczne. Jest tylko jeden zasadniczy problem.
Przyjrzyjmy się definicji słownikowej słowa porada. Porada to – wg słownika PWN – udzielenie komuś rady; też: to, co się komuś zaleca jako środek na coś. Rada – to, co się komuś proponuje, aby zrobił w danej sytuacji. W sytuacji porady mamy do czynienia z kimś, kto udziela propozycji, co zrobić w danej sytuacji, która nas spotkała. Można też zrozumieć poradę jako przepisanie pewnego środka na jakąś dolegliwość. Porada może być konkretna (np. na ból głowy weź środek X), ale może także nosić znamiona ogólności (np. na ból głowy każdemu pomaga gorący prysznic).
W sytuacji kryzysu niejednokrotnie nie wiemy, co zrobić. Możemy czuć się zagubieni, słabi, nieświadomi rozwiązań, które inaczej byłyby dla nas oczywiste. Jest to jak najbardziej naturalne. Naturalnym odruchem jest także poszukiwanie kogoś, kto będzie w stanie nam w tej sytuacji pomóc. Dlatego poszukujemy pomocy specjalistów. Nie należy mieć jednak błędnych oczekiwań od najlepszego nawet terapeuty czy psychologa. W tym zawodzie nie udziela się porad.
Stosowanie pomocy psychologicznej nie polega na wysłuchiwaniu rad i stosowaniu ich. Konsultacja psychologiczna lub terapia nie są miejscem na wyrażanie przez terapeutę porad. Spotkanie z psychologiem wygląda zupełnie inaczej niż wizyta u lekarza.
Na czym więc takie spotkanie polega? Na pomocy w zrozumieniu siebie i innych, spojrzeniu na daną sytuację lub na siebie (lub wydarzenia w życiu) w inny sposób, bardziej rozumiejący i refleksyjny. Terapeuta nie jest zaangażowany emocjonalnie, nie udziela porad, ponieważ nie posiada on recepty na problem, który pojawia się w czyimś życiu.
Poradnia psychologiczna? Porady psychologiczne? Nie istnieje coś takiego. Zamiast tego proponuję używać określeń ośrodek psychologiczny oraz pomoc psychologiczna.
Autor: Paweł Zalewski
Niezależnie od tego, czy jest to rozstanie, wypadek, śmierć czy inne wydarzenie życiowe – pojawia się uczucie pustki, opuszczenia, kogoś nam brakuje, jest nam z tym źle i przeżywamy to na różne sposoby. To przeżywanie nazywamy żałobą.
Żałoba u każdego wygląda inaczej. Nie zmienia to faktu, że doświadczanie żałoby może być dłuższe lub krótsze oraz mniej lub bardziej intensywne. Wiele zależy od relacji, w jakiej się było z osobą, której już nie ma. Nie ma jednak wątpliwości, że doświadczenie żałoby jest trudne i bolesne dla każdego. Żałobę często dzieli się na cztery fazy.
Na początku pierwszej fazy niektórzy mogą reagować odrzuceniem zaistnienia straty, niedowierzaniem, emocjonalnym dystansem. Rozpoczęcie procesu żałoby to akceptacja jej zaistnienia, pogodzenie się z odejściem kogoś ważnego.
Druga faza opiera się na silnych, często sprzecznych reakcjach emocjonalnych na żałobę. Pełne doświadczenie straty i zaakceptowanie jej jest doświadczeniem niezwykle trudnym i bolesnym. Żałoba może nieść za sobą uczucia nowe lub o nowym nasileniu. Bardzo często najsilniej odczuwa się brak osoby, której już nie ma. Ujawnia się pustka. Pojawić się może nawet ból. W tym okresie codzienne czynności mogą wymagać więcej wysiłku niż zwykle i być wykonywane wolniej. Mogą pojawiać się trudne do opanowania emocje, agresja w stosunku do losowych osób, która wynika z nagromadzenia silnych emocji.
W tej fazie osoby często uciekają od emocji w pracę, w wir obowiązków, udają przed innymi i przed sobą, że wszystko jest w porządku. Tymczasem przeżycie żałoby jest doświadczeniem bolesnym, lecz potrzebnym i ważnym do przeżycia. Odcinając się od emocji nie pozwalamy sobie na poradzenie sobie ze stratą kogoś bliskiego.
Jeżeli ta faza utrzymuje się za długo, emocji jest jednak za dużo i uniemożliwiają funkcjonowanie lub prowadzą do myśli samobójczych, to znak, że powinniśmy udać się na konsultację do psychoterapeuty. Praca ze specjalistą może pomóc w zrozumieniu nagromadzonych emocji lub w przepracowaniu tego, czego nie da się przepracować samodzielnie.
Kolejna faza to stopniowe przechodzenie do porządku dziennego nad trudnymi emocjami i odzyskiwanie równowagi w życiu codziennym. Jest to okres układania sobie dnia bez obecności osoby, która odeszła. Może być to również proces uczenia się pewnych umiejętności mentalnych albo fizycznych. Efektem jest przejście do ostatniej fazy, czyli zrozumienia i zaakceptowania straty, a także znalezienie miejsca w przeszłości dla osoby, która odeszła bez wpływu jej odejścia na obecne i przyszłe doświadczenia.
Proces żałoby zostaje zakończony, jeżeli strata przestaje mieć wpływ na życie oraz przeżywanie tu i teraz. Przeżycie żałoby może być postrzegane jako uzyskanie nowej siły, wypracowanie nowej jakości życia lub nawet oczyszczenie.
Autor: Paweł Zalewski
Relacja lekarza oraz jego pacjenta nie jest symetryczna. Wiedzę na temat diagnozowania oraz możliwej profilaktyki posiada lekarza. Pacjent przychodzi po pomoc. W przypadku konsultacji u lekarza psychiatry jest to tym bardziej istotne, ponieważ takie wizyty mają same w sobie również wartość terapeutyczną, a czasem nawet edukacyjną, gdy psychiatra tłumaczy pacjentowi pewne aspekty zaburzeń. Jak pacjent może więc czerpać korzyści z relacji z lekarzem, jeżeli nie ma pewności, o co pytać?
Najważniejszą wskazówką jest stosowanie się do zaleceń lekarza. W przypadku zaleceń lekarza psychiatry nie ograniczają się one jedynie do przypisania odpowiednich leków wraz z dawkowaniem. Bardzo często psychiatra odsyła również pacjenta na terapię, wiedząc, że najlepsze efekty w przypadku większości zaburzeń osiąga się poprzez jednoczesną psychoterapię oraz farmakoterapię. Niestety, duża część oszacowań wskazuje, że nawet 60% pacjentów nie wypełnia zaleceń lekarza lub wypełnia je tylko częściowo. Dotyczy to nie tylko oporu przed rozpoczęciem terapii, ale także kwestii takich jak dieta, unikanie stresu czy wysiłek fizyczny. Zdarzają się również pacjenci, którzy nie stosują się do zaleceń dawkowania przypisanych leków, narażając się na niebezpieczeństwo poprzez nadużywanie leku lub nawrót objawów w przypadku obniżenia dawkowania lub całkowitego zaprzestania stosowania leku.
Należy pamiętać, że choć relacja pacjent-lekarz jest niesymetryczna, to jednak jest to forma współpracy. Do pełnej skuteczności leczenia wymagane jest przestrzeganie zasad dobrej współpracy. Pacjent ma prawo pytać o swoje objawy, rozwiewać wątpliwości związane ze swoim leczeniem, a wreszcie – mieć wpływ na dobór narzędzi, które pomogą w skutecznej terapii. Pacjent nie musi też konkretnie wiedzieć, o co pytać, natomiast może zadawać psychiatrze ogólne pytania o swoje zaburzenie: czym jest, jak się objawia, gdzie i jak obserwować jego wpływ na swoje życie? Pacjent dociekliwy staje się pacjentem świadomym. Warto pamiętać, że ustalenie wraz z lekarzem sposobu leczenia jeszcze bardziej zobowiązuje do przestrzegania zaleceń.
Lekarza psychiatry w Warszawie oraz w innych dużych miastach Polski znaleźć jest coraz ciężej. Tym bardziej warto mieć świadomość, że relacja z lekarzem nie musi być jednostronna. Pacjent może i nawet powinien interesować się swoim zaburzeniem. Zarówno pacjent, jak i psychiatra powinien traktować tę relację jako formę współpracy. Lekarz jest ekspertem od zaburzeń, natomiast pacjent jest ekspertem od swojego odczuwania, a szerzej – po prostu od siebie.
Autor: Paweł Zalewski
Depresję diagnozuje się jako szereg objawów związanych z obniżeniem nastroju występujących przynajmniej przez kilka dni. Dobry psychiatra będzie mówił o czasie minimum dwóch tygodni. Co jednak, gdy jesteśmy pewni, że potrzebujemy pomocy specjalisty? Do kogo zwrócić się o pomoc?
Podejrzenie depresji warto skonsultować z lekarzem psychiatrą lub przynajmniej dobrym lekarzem pierwszego kontaktu, który powinien skierować do specjalisty w przypadku podejrzenia wystąpienia depresji.
Leczenie depresji może polegać jedynie na farmakoterapii, czyli przepisaniu odpowiednich leków oraz wystawieniu przez lekarza zwolnienia na pierwszy okres leczenia. Może ono polegać również na jednoczesnej psychoterapii lub – choć rzadziej – wyłącznie na psychoterapii indywidualnej.
Czy istnieją jednakże miejsca, gdzie można udać się po pomoc natychmiast, nie czekając na wizytę u psychoterapeuty lub psychiatry? Oczywiście konsultacja ze specjalistą jest nieodzownym elementem leczenia depresji, jednakże istnieje także szereg instytucji pomocowych, które są w stanie pomóc w inny sposób w przypadku pilnej potrzeby poradzenia sobie z przytłaczającym nastrojem.
Niektóre wątpliwości może wyjaśnić telefoniczna konsultacja z psychiatrą. Taką formę informacji oferuje Fundacja ITAKA. Jej Antydepresyjny Telefon Zaufania (22 654 40 41) czynny jest w poniedziałki od godz. 17:00 do godziny 20:00. Taki telefon nie zastąpi wizyty, ale może rozwiać wątpliwości co do zaobserwowanych nietypowych zachowań lub reakcji u siebie lub u osób bliskich. Dodatkowo niektóre placówki medyczne oferują domowe wizyty lekarza psychiatry.
W przypadku podejrzenia depresji u dziecka istnieje Telefon dla Rodziców i Nauczycieli w sprawie Bezpieczeństwa Dzieci (800 100 100), gdzie można skonsultować swoje obawy. Telefon funkcjonuje w godzinach 12:00 – 18:00 od poniedziałku do piątku. Jeżeli dziecko potrzebuje rozmowy ze specjalistą natychmiastowo, to istnieją dwa telefony, pod które może ono zadzwonić. Bardziej znanym jest numer 116 111, działający od 12:00 do 22:00 na terenie całego kraju. Telefon zaufania Fundacji „Dajemy Dzieciom Siłę” jest sposobem dla młodego człowieka na podzielenie się swoimi problemami z psychologiem przez telefon, podobnie jak 800 121 212 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka, działający w godzinach 8:15 – 20:00.
W przypadku ciężkich epizodów depresyjnych lub prób samobójczych – przede wszystkim w sytuacjach zagrożenia życia – wskazane jest wezwanie na miejsce karetki pogotowia (numer alarmowy 112) lub skontaktowanie się bezpośrednio ze szpitalem psychiatrycznym.
Autor: Paweł Zalewski
W mediach obecne są różne podejścia do seksualności człowieka. Pojawiają się osądy osadzające się na chrześcijańskiej moralności, obecna jest również liberalna koncepcja “niewchodzenia nikomu do łóżka”. Na coraz większą skalę pojawiają się koncepcje środowiska LGBTQ+, podkreślające rozdzielność płci fizycznej, psychicznej, społecznej oraz kulturowej. O seksualności mówi się w różnych kontekstach i z różnych perspektyw. Ale czy równie często zadaje się pytanie o to, co jest czynnikiem sprzyjającym konstruowaniu czyjejś seksualności? Mówiąc inaczej, jak to się dzieje, że coś uznawane jest za seksualnie elektryzujące?
Popęd seksualny jest głównym pojęciem, gdy mowa o seksualności. Pojęcie popędu – wywodzące się z behawioryzmu, a spopularyzowane przez psychoanalizę – opiera się na założeniu o impulsach, które jednostka odczuwa w odpowiedzi na bodziec seksualnie pobudzający. Odczuwanie podniecenia, a poprzez to seksualność, sprowadza się do potrzeb – jak powiedzielibyśmy językiem Maslowa – niższego rzędu, przy czym jest to jedyna potrzeba tego typu, którą możemy świadomie kontrolować.
W sukurs podejściu popędowemu przychodzą także teorie opierające się na etologii, czyli nauce o zachowaniu zwierząt, w których głównym efektem stosunku seksualnego ma być reprodukcja. Opowieści o różnych gatunkach zwierząt, które w różnych sposób rozładowują napięcia seksualne, mają naturalizować różnorodne sposoby zaspokajania potrzeb seksualnych u ludzi. Stosunki seksualne dwóch samców na przykład lwa podawane jest niekiedy jako pozytywny (sic!) przykład na istnienie w szeroko pojętej naturze stosunków homoseksualnych. W historiach pojawiały się także historie o szympansach, których rytuały seksualne związane są z agresją. W tych podejściach zdecydowanie brakuje zasadniczego pytania o rolę seksualności w społeczeństwie ludzkim. Opisane teorie w pewien sposób upraszczają kwestię seksualności człowieka, redukując ją do zaspokajania odzwierzęcych potrzeb.
Randall Collins zadał sobie pytanie o to, w jaki sposób popęd jest konstruowany. Wiemy z historii, że seksualność zmieniała się. W jaki sposób coś jest dla człowieka podniecające? Teoria Collinsa wyjaśnia zachowania seksualne jako swego rodzaju nośniki symboli, narzucane przez wytwarzaną kulturę. Seks jest natomiast potraktowany jako rytuał interakcyjny, którego elementy składają się na pewną całość, skupiającą się w poczuciu uniesienia, rozpoznawania emocjonalnego symbolu, przyjemności z przebywania z kimś blisko oraz spełnienia. Collins twierdził, że rytuał tego typu jest możliwy, jeżeli zaistnieją po temu odpowiednie warunki, czyli cielesna współobecność, wzajemne skupienie uwagi, podzielany wspólnie nastrój chwili oraz intymność (odgrodzenie od innych ludzi). Przyrównał seks do rozmowy, której elementy są konstruowane społecznie, a podniecenie jednej osoby jest zwrotne i potęguje podniecenie drugiej.
Z wiedzy o społeczno-kulturowej konstrukcji seksualności można wyciągnąć wniosek, że żadna społecznie przyjęta forma nie powinna być potępiana. Natomiast argumenty biologiczne (nazywane też naturalistycznymi) to tym, że jakaś forma seksualności nie występuje w przyrodzie lub jest formą ewolucyjne redundantną, tracą rację bytu wobec argumentów Collinsa. Seksualność jest czymś intymnym i prywatnym, w co ingerować mogą jedynie osoby biorące świadomy udział w rytuale interakcyjnym. Akceptacja jest jej naturalnym elementem.
Autor: Paweł Zalewski
Utarło się takie przeświadczenie, że rzeczy, które dzieją się w domu, w rodzinie, nie wyciąga się poza własny kwadrat. Jest możliwe, że właśnie dlatego psychoterapia par lub psychoterapia rodzin nie są aż tak popularnie jak psychoterapia indywidualna. Często brakuje wiedzy na temat tego, co można nazwać przemocą i czego nie należy tolerować. W ślad za tym idzie brak wiedzy na temat tego, gdzie zgłosić się w przypadku bycia ofiarą przemocy.
Rocznie odnotowuje się około sto tysięcy przypadków przemocy zgłoszonej do organów ścigania w Polsce, a prawie drugie tyle sprawców jest podejrzewanych o stosowanie przemocy. Szacuje się, że większość przypadków przemocy nie jest zgłaszanych. Dane udostępnione przez Polską Policję potwierdzają potoczną wiedzę o tym, że najczęściej ofiarami przemocy padają kobiety. W większości jest to przemoc stosowana przez osobę znaną, zwykle właśnie przez najbliższych, jak partner lub rodzic.
Przemoc w rodzinie zdefiniowana została w Artykule 2 Ustawy z dn. 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Według tej definicji przemocą jest jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie, które w efekcie naraża członków rodziny, którzy są ofiarami, na cierpienie bądź innego rodzaju uszczerbek na zdrowiu. Przemoc jest przestępstwem karanym zgodnie z przepisami Kodeksu Karnego. Obecnie wyróżnia się pięć rodzajów przemocy. Oprócz fizycznej oraz psychicznej mamy także przemoc seksualną, ekonomiczną oraz – szczególnie w stosunku do dzieci – zaniedbanie.
Przeciwdziałaniem przemocy w rodzinie i pomocy rodzinom, które doświadczyły przemocy, zajmują się różnego rodzaju ośrodki pomocowe, przede wszystkim jednostki organizacyjne pomocy społecznej. Polska Policja realizuje wraz z instytucjami gminnymi Krajowy Program Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, znany także jako Procedura Niebieskiej Karty. Instytut Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego oferuje pomoc w ramach infolinii ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”. Codziennie w godzinach 12:00 – 18:00 pod numerem 22 668 70 00 można uzyskać pomoc psychologa lub porady prawne w związku z przemocą w rodzinie.
Pozostaje pytanie, czy terapia małżeńska lub terapia rodzin jest w stanie pomóc w pozbyciu się przemocy lub w przepracowaniu występowania przemocy. Terapia nie pomoże pozbyć się przemocy, choć może być formą uświadomienia o tym problemie w rodzinie. Terapeuta może pomóc nazwać pewne zachowania i zrozumieć ich kwalifikację do kategorii przemocy. Psychologiczne zrozumienie odgrywa ważną rolę przy pomocy ofiarom w wyzwalaniu się od częstego poczucia winy, bezradności, słabości oraz w naprawianiu szkód, jakie przemoc poczyniła w ich życiu. Wskazuje się często na kontekst danej relacji czy też rodziny, w którym wystąpiły zachowania przemocowe, pozwala zrozumieć pewne zachowania, choć nigdy nie usprawiedliwia się sprawcy.
Efekty przemocy, szczególnie zaś przemocy w rodzinie, mogą spowodować trwałe szkody szczególnie wśród młodych ludzi, którzy są ofiarami lub świadkami zachowań przemocowych. Stąd warto zaprowadzić dziecko na konsultację do psychologa dziecięcego, który oceni, czy dziecko będzie potrzebowało dodatkowego wsparcia.
Autor: Paweł Zalewski
Jest piątek, godzina 19:00. Miałem napisać coś na bloga, lecz nadal siedzę w pracy. Dzięki temu mam wymówkę dla nienapisania dziś tekstu. Do domu docieram około dwudziestej trzeciej. Przecież o tak późnej porze nie będę nic pisał. Jakoś tekstu będzie tragiczna, bo jestem zmęczony i śpiący. Czas się odmóżdżyć przy serialu. Sobota, godzina 10:00. Czas usiąść do pracy… Ale najpierw jeszcze jeden odcinek. Sobota, godzina 22:00. Muszę skończyć ten sezon! Tekst napiszę jutro. Niedziela, godzina 22:32 – ups, miałem napisać tekst…
Znajome? To właśnie jest przykład prokrastynacji, czyli trudno brzmiącej nazwy prostego fenomenu – odkładania zadań, które trzeba wykonać, na później, czyli w zasadzie na ostatnią chwilę. Dlaczego to robimy? Najprostsze wyjaśnienie jest takie, że zwyczajnie wolimy się nagrodzić, zrobić coś przyjemnego, od czegoś, co będzie wymagało wysiłku i może nie być tak przyjemne jak serial, książka, gra czy wyjście na imprezę.
Adam Smith podobno mawiał, że człowiek jest z natury leniwy. Nie należy jednakże mylić lenistwa oraz prokrastynacji. Leń jest prokrastynatorem, ale prokrastynator nie musi być leniem. Jaka jest różnica? Człowiek leniwy czerpie ze swojego lenistwa przyjemność. Prokrastynator to osoba wewnętrznie skonfliktowana. Z jednej strony ma świadomość, że zachowaniem racjonalnym, ekonomicznie najsensowniejszym, będzie uporanie się z obowiązkami tak szybko, jak to tylko możliwe. Z drugiej zaś strony dążymy do natychmiastowej przyjemności, a tą może być ucieczka od otaczającej nas rzeczywistości, czyli odłożenie na później.
Badania nad przyczynami prokrastynacji skupiają się wokół trzech obszarów. Pierwszym z nich jest podłoże genetyczne. Drugim badania nad korelatami osobowości i temperamentu, przede wszystkim w kontekście perfekcjonizmu (idealne zaplanowanie wykonywania czynności i brak czasu na faktyczne wykonanie) lub potrzeby stymulacji (zapewnianie sobie stresu i silnych wrażeń przez odkładanie wszystkich istotnych rzeczy do wykonania na ostatnią chwilę). Trzecim natomiast są lęki przed porażką, przed sukcesem (boimy się, że coś nam się uda i ludzie będą od nas wymagać jeszcze więcej aktywności), przed bezradnością (inaczej – chęć sprawowania kontroli) i inne.
Jak prokrastynacji zapobiegać? Nie wiadomo. Można z nią jednak walczyć. W ciężkich przypadkach można pracować nad tym problemem z terapeutą. W lżejszych zaś wystarczy odpowiednie zaplanowanie zadań, które musimy wykonać (szczególnie tych ciężkich i długotrwałych). Należy zadbać o odpowiednią organizację pracy (jeżeli piszemy pracę lub uczymy się, to warto robić to w odpowiednich warunkach, np. w zamkniętym, dobrze oświetlonym i wywietrzonym pokoju przy biurku). Można wprowadzić system małych nagród, np. dziesięciominutowe przerwy po każdej godzinie pracy. Najważniejsze jednak, żeby było to coś, co da Ci motywację do dalszej pracy, ale przede wszystkim coś, co pozwoli zachować spokój i nie będzie wywoływało niepotrzebnego stresu.
Autor: Paweł Zalewski
Grany przez Russela Crowe’a bohater filmu Piękny umysł, John Nash, wybitny ekonomista, zdobywca nagrody Nobla, cierpi jednocześnie z powodu schizofrenii paranoidalnej. W filmie podążamy za bohaterem i jego wciąż narastającymi… objawami. Na potrzeby filmu twórcy uciekli się jednak do paru uproszczeń. To właśnie na objawach chciałbym się dziś skupić. Na początek rozgraniczmy halucynacje oraz urojenia, które twórcy złączyli na potrzeby filmu w jeden objaw. Szersze omówienie tych objawów czytelnik znajdzie w podręczniku Psychiatria (Tom 1), dokładniej w rozdziale Jacka Wciórki poświęconym psychopatologii.
Halucynacje (lub inaczej omamy) to spostrzeżenia nieistniejących w rzeczywistości przedmiotów, którym towarzyszy błędne poczucie, że spostrzegany przedmiot rzeczywiście istnieje w danej przestrzeni i czasie. Wyróżniamy różnego rodzaju halucynacje w zależności od rodzaju bodźca: wzrokowe, słuchowe, czuciowe, węchowe czy smakowe. Omamy mogą różnić się realnością, złożonością, mogą też występować jednocześnie (np. omamy wzrokowe oraz słuchowe razem).
Urojenia to tak zwane fałszywe przekonania pochodzenia chorobowego. Niekiedy ciężko jest odróżnić urojenia od przekonań (często ekstremistycznych), dlatego w rozpoznaniu urojeń zwraca się uwagę na kilka ich cech. Po pierwsze, porównuje się, czy przekonania wyrażane przez chorego rozmijają się z przekonaniami jego otoczenia. Po drugie, zwraca się uwagę na współwystępowanie innych chorób (np. chorób mózgowia). Ponadto zwraca się również uwagę na silne odczucie oczywistości wyrażanych przez chorego przekonań oraz jego niepodatność na rzeczowe argumenty. Czasem zwraca się również uwagę na efekty wypowiadania tychże przekonań, a więc na ich wyobcowujący wpływ.
Choroba Johna Nasha przedstawiona w filmie objawiała się więc halucynacjami wzrokowymi i słuchowymi, w dodatku były to omamy złożone, przestawiające postaci, a niekiedy całe sceny. W dodatku były to sceny realistyczne. Co więcej, te wyobrażone postacie przekonywały bohatera filmu, że jest prześladowany oraz że działa na rzecz amerykańskiego wywiadu, łamiąc radzieckie kody, zawarte w mediach (głównie gazetach). Były to więc urojenia.
W filmie pokazano więc bardzo silne objawy choroby, które w dodatku utrzymywały się przez całe życie. W pewnym momencie pokazano również, jak bohater orientuje się, że jego wyobrażenia i spostrzeżenia mają podłoże chorobowe. Niestety, przy równie silnych objawach brak leczenia farmakologicznego, nawet w słabej postaci, byłyby nie do opanowania, ponieważ często zaburzają one system poznawczy człowieka, który cierpi z powodu zaburzeń tego typu. Co więcej, w warunkach klinicznych równie silne omamy wskazywałyby raczej na uszkodzenia mózgu niż na schizofrenię, a na pewno kwalifikowałyby chorego do długotrwałej hospitalizacji.
Na potrzeby filmu przedstawiono więc bardzo silne objawy zaburzenia psychicznego, w dodatku mieszając charakterystykę omamów z charakterystyką urojeń. Urojenia mogą współwystępować wraz innymi zaburzeniami, natomiast nie mogą być bezpośrednim efektem innych objawów (w tym wypadku halucynacji w postaci agenta amerykańskiego wywiadu, który zleca Nashowi rolę łamacza kodów i uczula na niebezpieczeństwo ze strony radzieckiego wywiadu).
W rzeczywistości większość osób ciepiących z powodu schizofrenii doświadcza jedynie prostych omamów lub innych lekkich objawów. Rola Russella Crowe’a, choć niesamowicie zagrana, przyczyniła się do utwierdzenia w kulturze popularnej stereotypu osób z zaburzeniami psychotycznymi jako ludzi niebezpiecznych, niepoczytalnych, reagujących agresywnie i widujących różne nierzeczywiste sceny. W rzeczywistości osoby doświadczające równie silnych objawów tych zaburzeń to niewielki odsetek wszystkich chorych.
Autor: Paweł Zalewski
W przestrzeni publicznej funkcjonuje stereotyp o Polakach jako społeczeństwie narzekającym i wręcz pesymistycznym. W niektórych kręgach funkcjonuje przekonanie o tym, że kiedyś, za czasów młodości osób narzekających, było lepiej.
Coraz częściej podkreśla się globalny zakres konsumpcjonizmu, który wpływa na nas za sprawą rządzących rynkiem mechanizmów. Zygmunt Bauman pod koniec swojego życia pracował nad ujęciem postawy konsumenckiej. Podstawą jego rozważań jest przekonanie o tym, że dla człowieka konsumpcja – definiowana jako zaspokajanie swoich pragnień – jest czymś naturalnym, wrodzonym nawet. Podstawowym procesem jest pojmowanie życia jako zespołu problemów, które można odseparować, mniej czy bardziej określić i w tym wyizolowaniu rozwiązać. Bauman mówi o przytłaczaniu jednostki nieustannymi wyborami. Problemy zaś tworzone są po to, aby sprzedawać na nie rozwiązania. Skutkuje to brakiem poczucia bezpieczeństwa i niepewnością, skupieniem na doznaniach teraźniejszych oraz złudzeniem samokontroli.
Teoria przedstawiona przez Baumana jest w swojej istocie dość pesymistyczna. Trudno jednak odmówić jej specyficznego uroku, który to prowokuje do myślenia i zgłębiania kwestii kondycji ludzkości w późnym kapitalizmie.
Józef Kozielecki w ciągu swojego życia skonstruował bardziej optymistyczną teorię, osadzającą się na założeniu kontroli poznawczej, którą ludzie przejawiają. Teorię transgresji traktuje się jako uniwersalny fenomen. Transgresja jest definiowana jako przekraczanie granic. Granice zaś mogą być definiowane różnie, w odniesieniu do człowieka chodziło zarówno o skalę mikro (granice fizyczne, biologiczne, osobowości, poznania), jak też o skalę makro (społeczne normy, aspekty moralne). Kozielecki był przekonany, że człowiek jest w stanie świadomie przekraczać pewne granice, niekiedy będące ograniczeniami, aby osiągać założone cele. Niekiedy mówił wręcz o tym, że nieodzownym elementem życia człowieka jest nieustanna transgresja. W takim ujęciu Kozielecki w pewien sposób pokazywałby pozytywny aspekt ludzkości.
Transgresjonizm Kozieleckiego może w pewnych aspektach być odpowiedzią na pesymizm Baumana. Nawet jeżeli współczesny człowiek skupiony jest na konsumpcji, to nadal jest to zwyczajnie kolejna okazja do przeprowadzenia transgresji, a poprzez to – do stania się lepszą wersją siebie.
Kiedyś było lepiej? A może zwyczajnie kiedyś nastawienie do świata było inne? A może kiedyś zwyczajnie inne aspekty życia wymagały zainteresowania? Kondycja ludzkości ostatecznie także podlega transgresji.
Autor: Paweł Zalewski
Zapachy są czymś wyjątkowym. Dzięki nim możemy przywoływać wspomnienia. To
zjawisko psychologowie nazywają Efektem Prousta. Zapachy przywołują także emocje, a
nawet wpływają na nasz układ nerwowy. Dzięki takim właściwościom zapachów powstała
gałąź medycyny alternatywnej nazywana aromaterapią.
Jak to się dzieje? Jakim cudem zapach wystarczy by pobudzić w nas wspomnienia i
wprawić w dobre samopoczucie? Do tej pory ustalono, że jest to możliwe za sprawą
bezpośredniego połączenia nerwu olfaktorycznego (czyli tego, który jest odpowiedzialny
za przenoszenie informacji o odczuwanych zapachach) z mózgiem. Podczas odczuwania
zapachów szczególnie pobudzona staje się część mózgu odpowiedzialna za emocje oraz
pamięć.
Jakie zapachy wpływają na nas najkorzystniej?
Lawenda. Jeden z najczęściej stosowanych w olejkach eterycznych zapachów. Nie bez
przyczyny. Zapach lawendy uspokaja, wpływa pozytywnie na układ nerwowy, może
obniżać ciśnienie, a także wpływać korzystnie na sen, sprawiając, że jest on dłuższy i
głębszy. Może pomagać również w zmaganiu się z lękiem lub stresem.
Cynamon. Zapach cynamonu – słodko-ostra nuta – może nie tylko wprowadzać w dobry
nastrój, ale także pobudzać do działania. Zapach cynamonu może polepszać
funkcjonowanie pamięci oraz wykonywanie zadań abstrakcyjnych, jak również zwiększać
koncentrację.
Jaśmin. Jedna z najczęściej podawanych w restauracjach herbat to herbata jaśminowa.
Zapach jaśminu (w herbacie lub bez herbaty) ma efekty uspokajające, może obniżać stres
oraz pomagać w zasypianiu.
Świeżo skoszona trawa. Koszenie trawy po wiosennym deszczu nie należy do
najciekawszych i najprzyjemniejszych zadań, to fakt. Warto się jednak postarać, ponieważ
zapach świeżo skoszonej trawy potrafi wprawić w radosny nastrój. Co więcej, w kilku
badaniach wykryto korelację ujemną pomiędzy wdychaniem zapachu świeżo skoszonej
trawy a postępowaniem demencji. Możliwe, że im częściej czujemy ten energetyczny
zapach, tym wolniej nasz mózg będzie się starzeć!
Cytrus (Cytryna, pomarańcza, grejpfrut). Odstaw kawę! Zamiast tego nalej wody i dodaj do
niej świeżo wyciśniętą cytrynę. Taki napój nie tylko orzeźwia i nawadnia. Jego zapach zaś
dodaje energii i wpływa pozytywnie na nerwowy układ pobudzenia.
Wanilia. Zapach ciasta z domieszką wanilii lub koktajlu z dodatkiem wanilii nie bez powodu
kojarzą się z radością. Z badań wynika, że zapach wanilii może wywoływać pozytywne emocje oraz poprawiać nastrój. Nie ma nic lepszego na zimowe wieczory niż lody waniliowe!
Mięta. Herbata miętowa nie musi kojarzyć się jedynie z leczeniem bólów brzucha. Zapach
mięty został powiązany również z pobudzeniem koncentracji oraz silniejszą motywacją do
działania. Sesja? Ciężki okres w pracy? Chandra? A może po prostu senność? Zapach
mentolu zawarty w mięcie doda Ci wigoru do dalszej pracy.
Autor: Paweł Zalewski
Coraz częściej, choć nadal zbyt mało, mówi się o DDA, czyli Dorosłych Dzieciach Alkoholików. Okazuje się, że w tej specyficznej grupie ludzi mogą występować pewne objawy, które wpływają negatywnie na funkcjonowanie, niekiedy stanowiąc trudną do pokonania barierę w kierunku pożądanego życia, ponieważ przeszłość ogranicza ich teraźniejszość.
Warto zaznaczyć, że choć wspomniane objawy występują, to jednak nie u każdego będą one na tyle nasilone, aby kwalifikowały się na psychoterapię. Objawy takie jak nieufność, skłonność do ryzyka i ciągła potrzeba kontrolowania mogą być w życiu niektórych pożądanymi cechami, które nie sprawiają, że potrzeba zmiany. Część z DDA radzi sobie poprzez nauczenie się od osób na swojej drodze życiowej ufności bliskości i oddzielania przeszłości od teraźniejszości. Na psychoterapię indywidualną kwalifikują się głównie osoby, które nie są zadowolone ze swojego dotychczasowego życia i chcą zrozumieć, jak ich przeszłość wpływa na teraźniejszość.
Negatywne przeżycia z dzieciństwa mogą wpływać na budowanie relacji w dorosłym życiu. Terapia DDA to głównie pomoc dotycząca nazwania i uporządkowania określonych przeżyć związanych z trudną sytuacją z dzieciństwa, zrozumienia tej sytuacji, pozbycia się poczucia winy i ponoszenia odpowiedzialności za emocje i decyzje innych osób, na koniec zaś – podniesienia satysfakcji z obecnego życia.
Psychoterapia DDA nie opiera się jedynie na poradach psychologicznych. Jest to proces dochodzenia do zmiany postrzegania własnego życia, czasem nawet zmiany postępowania czy osobowości. Jej celem jest zwykle uświadomienie negatywnych konsekwencji, które rzutują na życie osoby. Tak intensywne zmiany wymagają profesjonalnej pomocy psychologicznej.
Autor: Paweł Zalewski