Twoj Czas Psychoterapia

Autor: Magdalena Pawlak

W zbliżającym się wielkimi krokami sezonie jesiennym, na szczególną uwagę zasługują warzywa. Mają one nie tylko wartościowe składniki, ale większość nas ceni sobie również ich walory smakowe. Można z nich przygotować prawdziwie rozgrzewające dania, które w czasie jesiennych chłodów są idealnym rozwiązaniem.

Jesienią w Twojej kuchni powitaj:
Dynię – należy do licznej rodziny dyniowatych, a 100g tego warzywa dostarcza prawie 100% dziennego zapotrzebowania na witaminę A, która znajduje się w dyni w postaci beta – karotenu. Dynia to dobre źródło witaminy C, która uszczelnia naczynia krwionośne, błonnika pokarmowego działającego korzystnie na układ trawienny, witamin z grupy B oraz potasu i magnezu. W dyni znajduje się też luteina – substancja chroniąc wzrok. Świeżą dynię można kupić tylko jesienią i wczesną zimą. Te najsmaczniejsze i najbardziej delikatne ważą ok. 2-3kg. Najlepiej przechowywać dynię w lodowce nie dłużej niż tydzień. Z każdej dyni przed spożyciem należy usunąć pestki i miąższ, a pozostałą część wystarczy pokroić na małe kawałki i przyrządzić danie. Jakie? Można ugotować zupę krem z dyni, dodać obraną startą dynie do ciasta naleśnikowego, przyrządzić sos do makaronu z dyniowego puree z odrobiną parmezanu lub udusić kawałki dyni z papryką, ziołami i podawać z mięsem.

Przybij piątkę z:
Kapustą – występuje w czterech podstawowych odmianach (biała, włoska, pekińska i czerwona). Jest nie tylko źródłem witamin C, przez co wzmacnia układ odpornościowy, ale też błonnika pokarmowego. Zawiera również indole – fitozwiązki chroniące przed działaniem wolnych rodników, zmniejszające ryzyko wystąpienia nowotworu piersi, prostaty czy okrężnicy. Jesienią można kupić też kapustę włoską. Warto zwracać uwagę na liście, nigdy nie powinny być powiędnięte, a główka kapusty ciężka. Wszystkie odmiany można przechowywać w lodówce, jednak przed włożeniem nie należy płukać liści. Kapusta pekińska, która jest najbardziej delikatna może być przechowywana w ten sposób do 7 dni, te bardziej odporne odmiany, nawet 2 tygodnie. Ma wiele zastosowań w kuchni. Duża porcja surówki z kwaszonej kapusty z dodatkiem papryki i świeżych ziół dostarczą sporej dawki witamin, a rozgrzewający kapuśniak na wywarze z warzyw będzie idealnym posiłkiem na nadchodzące jesienne chłody. Gotowana kapusta to również idealny dodatek do mięs i pierogów.

Zaprzyjaźnij się z:
Kalafiorem – bliski krewniak kapusty i podobnie jak ona dostarcza spore ilości witamin C. Poza tym to dobre źródło kwasu foliowego, błonnika pokarmowego oraz fitozwiązków o działaniu przeciwnowotworowym. Ma wielu zwolenników i choć szczyt sezonu na te warzywo przypada właśnie jesienią, jest dostępny przez cały rok. Wybierając kwiat kalafiora warto zwrócić uwagę czy ma kremową, jednolitą barwę. Należy unikać tych o brązowym zabarwieniu, co może świadczyć o tym, że kwiat kalafiora jest stary i po przyrządzeniu będzie nieprzyjemny w smaku. Najlepiej kupować kalafior z liśćmi, które chronią miąższ przed mechanicznymi uszkodzeniami. Te warzywa nie nadają się do długiego przechowywania. Jeśli chcesz przychować go w lodówce, włóż kalafiora do perforowanej torby bez uprzedniego płukania i przechowuj nie dłużej niż 2 dni. To popularne warzywo dobrze komponuje się z wieloma innymi składnikami: sosem winegret, sosem musztardowym, przyprawą curry czy jogurtem naturalnym i ziołami.

Nie trać z oczu:
Papryki – nie jest kaloryczna, za to bardzo bogata w przeciwutleniacze: witaminę C, beta – karoten oraz kwas foliowy. Witaminy te chronią organizm nie tylko przed działaniem wolnych rodników, ale są też potrzebne do wzmocnienia systemu odpornościowego. Papryka jest też dobrym źródłem witaminy B6, która uczestniczy w prawidłowym funkcjonowaniu, działa przeciwbakteryjnie, reguluje ciśnienie, poprawia działanie układu krążenia oraz pobudza perystaltykę jelit. Papryka jest dostępna cały rok, ale jesienią ta krajowa, jest najbardziej wartościowa. Pamiętaj by wybierać zawsze te warzywa o jędrnej, lśniącej skórce bez pęknięć. Nie należy wybierać papryki, której ogonek pokryty jest nalotem. Strąki papryki powinno się przechowywać luzem w lodówce od 5-7 dni. Paprykę można jeść na surowo – to bardzo dobre, soczyste warzywo, idealne jako dodatek do surówek. Ma zdecydowany smak i zapach. Gotowana, duszona, faszerowana, grillowana, w każdej postaci smakuje dobrze.

Pamiętaj o:
Burakach – to słodkie warzywo o barwie ciemnoczerwonej, jednak nie zawiera dużo kalorii. Buraki są bardzo bogate w witaminy, składniki mineralne i błonnik pokarmowy. Znajdziesz tam szczególnie dużo kwasu foliowego. Witamina ta pobudza układ nerwowy i dba o dobre samopoczucie, co jest bardzo istotne podczas jesiennych wieczorów. Buraki zawierają też spore ilości potasu i magnezu, które to aktywują wiele enzymów biorących udział w przebiegu ważnych reakcji biochemicznych w organizmie. Żelazo, w które obfitują buraki jest niezbędne w tworzeniu hemoglobiny – czerwonego barwnika krwi. Zwłaszcza jesienią i zimą wybrane na bazarku buraki powinny być twarde, jędrne i bez plam. Te warzyw nie są trudne w przechowywaniu. Te warzywa doskonale smakują zarówno na gorąco w postaci zupy lub jako dodatek do głównego dania, np. buraczki zasmażane oraz na zimno – jako dodatek do sałatek czy marynat.

Każda pora roku ma do zaoferowania coś dobrego w twojej kuchni i codziennej diecie. Dlatego wybierając produkty zwracaj uwagę na ich sezonowość, wówczas masz pewność, że są najbardziej wartościowe.

 

Autor: Anna Malecha

 

Zakupy są częścią codziennego funkcjonowania człowieka. Nie zawsze kupujemy tylko to, co jest niezbędne. Od czasu do czasu każdemu zdarza się kupić coś dla przyjemności, na poprawę nastroju czy z powodu korzystnej promocji. Są jednak ludzie, dla których kupowanie stało się czymś więcej. Zakupy są dla nich furtką, dzięki której mogą uciec od kłopotów, przynajmniej na jakiś czas.

Takie kupowanie może stać się obsesją, która nie pozwala normalnie funkcjonować. Kompulsywne kupowanie, znane także jako zakupoholizm, jest jednym z tzw. nowych uzależnień, podobnie jak patologiczny hazard czy pracoholizm. Można je zakwalifikować jako uzależnienie od czynności, którego mechanizmy są podobne do tych występujących w uzależnieniach od substancji psychoaktywnych. Dokładne poznanie tego zaburzenia jest bardzo ważne, ponieważ umożliwia szybką i trafną diagnostykę oraz opracowanie skutecznych metod terapii.
Kompulsywne kupowanie, według jednych z pierwszych badaczy tego zjawiska Fabera i O’Guinna, jest przewlekłym, nawracającym kupowaniem produktów, które jest odpowiedzią na negatywne emocje lub zdarzenia, dostarczającym krótkotrwałego uczucia ulgi. Częściej dotyka kobiet oraz osób cierpiących na inne zaburzenia psychiczne, takie jak depresja czy zaburzenia nastroju. Kompulsywne kupowanie jest chronicznym, powtarzającym się nabywaniem dóbr, które występuje jako reakcja na negatywne emocje lub wydarzenia. Dostarcza uczucia przyjemności i ulgi, które są jednak tylko chwilowe (Faber, O’Guinn, 1989). Czasami bywa nazywane natręctwem kupowania. Głównym celem zakupoholika jest pozbycie się złego nastroju, osiąganie przyjemności jest mniej istotne (Madeja, 2008).

Bardzo ważnym czynnikiem jest brak kontroli nad swoim zachowaniem. Osoba cierpiąca na to zaburzenie odczuwa silne napięcie, które z czasem narasta i doprowadza do niekontrolowanego kupowania. Ten finalny moment ma wymiar oczyszczający, daje chwilową przyjemność, po której szybko następuje poczucie winy. W konsekwencji zakupoholik doznaje utraty kontroli nie tylko w tej konkretnej chwili, ale nad całym swoim życiem w ogóle (Guerreschi, 2006). Kompulsywni konsumenci są często przygnębieni z powodu swojego zachowania, szczególnie ze względu na towarzyszące im kłamstwa. Wielu z nich ukrywa zakupione produkty przed współmałżonkami. Niektórzy zachowują zakupy, inni sprzedają je lub zwracają z powrotem do sklepu. Wiele badań potwierdza, że zachowania występujące w zakupoholizmie spełniają te same kryteria, co schematy występujące w uzależnieniu od substancji (McLachlan, Starkey, 2012).

Po pierwsze tolerancja– zakupoholicy zwiększają ilość czasu poświęconego zakupom i wydają coraz więcej pieniędzy, podobnie jak narkomani czy alkoholicy, którzy sięgają po coraz większe dawki, aby osiągnąć zamierzony efekt.

Po drugie brak możliwości kontroli impulsów, tzw. głód, który wyzwala określone zachowania, a w przypadku uzależnienia od kupowania przybiera postać natręctwa.

Trzecim kryterium jest abstynencja, która wywołuje złe samopoczucie uzależnionego, jeśli z różnych powodów nie ma możliwości kupować. Kompulsywne kupowanie ma destrukcyjny wpływ na życie jednostki. Prowadzi do zaniedbania spraw rodzinnych, towarzyskich i zawodowych.

Pomimo świadomości negatywnych skutków swojego zachowania uzależniony nie może obyć się bez przedmiotu uzależnienia, bez względu na to, czy jest to czynność czy substancja. Następne powiązanie z uzależnieniem od substancji jest widoczne w roli, jaką w obu przypadkach odgrywa dopamina. Ten neuroprzekaźnik odpowiada za odczuwanie przyjemności i zmniejszenie napięcia. Badania wykazały, że w przypadku kompulsywnego kupowania następuje intensywne wydzielanie dopaminy po dokonaniu zakupów, która, podobnie jak przy zażyciu kokainy, prowadzi do sytuacji wynagrodzenia psychologicznego, a tym samym zachęca do powtórzenia zachowania (Guerreschi, 2006).

Wśród osób cierpiących na kompulsywne kupowanie neurolog Sorrentino (2001, za: Madeja, 2008) wyróżnił cztery typy:
• konsumenci, którzy kupują tylko kilka stałych, wybranych produktów;
• osoby, które kupują wszystko (nie ma znaczenia, czy jest to odzież, kosmetyki czy książki);
• łowcy promocji- dla nich kategoria produktu również nie ma znaczenia, ważne, że jest on przeceniony;
• wirtualni nabywcy, czyli osoby spędzające dużo czasu na przeglądaniu stron internetowych i robiące zakupy przez internet.

Kompulsywne kupowanie może się także wiązać z samym oglądaniem produktów. Jest to tzw. window shopping. Dotyczy osób, które nie mają wystarczająco dużo pieniędzy na zakupy i ich potrzeba kupowania jest zaspokajana przez oglądanie dóbr i przebywanie obok nich (Ogińska- Bulik, 2010).
Wiele badań wskazuje, że kompulsywne kupowanie dotyczy przede wszystkim kobiet między 30 a 40 rokiem życia, jego początki mogą się jednak pojawić w wieku 20 lat. Może mieć postać chroniczną, pojawiać się co jakiś czas w postaci epizodów, a w konsekwencji prowadzić do pełnoobjawowego zaburzenia (Madeja, 2008). Rozwojowi natręctwa kupowania sprzyja używanie kart kredytowych. Osoby, u których stwierdzono występowanie zachowań charakterystycznych dla kompulsywnego kupowania posiadały więcej kart kredytowych niż przeciętny konsument. Posiadanie takiej karty daje możliwość odroczenia zapłaty, co może prowadzić do wpadnięcia w błędne koło nadmiernego wydawania pieniędzy („Nie stać mnie teraz, ale w przyszłym miesiącu na pewno zapłacę” albo „Spłacę tę kartę pieniędzmi z innej karty”) (Faber, O’Guinn, 1989). Nadreprezentacja kobiet w grupie kompulsywnych konsumentów może wynikać z tego, że to właśnie kobiety są przeważnie odpowiedzialne za robienie zakupów i jest to powszechnie akceptowane (Guerreschi, 2006). Polskie badania wykazały, że ze stwierdzeniem „Czuję się cudownie, zakupy to dla mnie sama przyjemność” zgadza się 12% kobiet i tylko 6% mężczyzn. Jedynie 8% kobiet przyznało, że nie lubi zakupów, natomiast swoją niechęć do zakupów zadeklarowało aż 32% mężczyzn (Makarewicz i in., 2012).

Termin „uzależnienie” jest najczęściej kojarzony z narkotykami, alkoholem, nikotyną. Coraz częściej w kategorii nałogu rozpatruje się także czynności takie jak używanie telefonu komórkowego, korzystanie z internetu czy robienie zakupów. Nie wszyscy zgadzają się ze stwierdzeniem, że kompulsywne kupowanie jest formą uzależnienia, niemniej jednak wiele badań potwierdza, że spełnia ono te same kryteria, które są stosowane w przypadku uzależnienia od substancji psychoaktywnej. Do najważniejszych należą nieodparty przymus kupowania, mający na celu zredukowanie napięcia i pozbycie się negatywnych emocji oraz kontynuacja mimo ewidentnych szkód, związanych z życiem rodzinnym, zawodowym i finansami. Warto dalej przyglądać się temu zjawisku, kontynuować badania, zwłaszcza w zakresie neuroobrazowania, aby lepiej zrozumieć mechanizmy sterujące zachowaniem kompulsywnego konsumenta i aby skuteczniej pomagać tym, dla których zakupy stały się najważniejsze.

 

 

1. Faber, R.J., O’Guinn, T.C. (1989). Compulsive buying: a phenomenological exploration. Journal of Consumer Research, (2), 147-157
2. Guerreschi, C. (2006). Nowe uzależnienia. Kraków: Wydawnictwo Salwator
3. Madeja, Z. (2008). Uzależnienie od konsumpcji( kupowania i gromadzenia). [W:] Uzależnienia od substancji psychoaktywnych, przedmiotów, czynności i osób, 436-448. Koszalin: Wydawnictwo Uczelniane Politechniki Koszalińskiej
4. Makarewicz, M., Piechota, M., Story, W., Wadowska, W. (2012). Płeć a zakupoholizm. Innowacje Psychologiczne, (1), 29-46
5. McLachlan, A.D., Starkey, N.J. (2012). The classification of substance and behavioural addictions: A Preliminary Investigation. New Zeland Journal of Psychology, (1), 7-18
6. Ogińska- Bulik, N. (2010). Uzależnienie od czynności. Mit czy rzeczywistość?. Warszawa: Diffin SA

 

Autor: Yuliana Shevchuk

 

Dlaczego mąż jest zły? Co miał na myśli szef? Dlaczego przystojny nieznajomy w autobusie tak tajemniczo się uśmiecha? W tych i w wielu innych sytuacjach dalibyśmy z siebie wszystko, żeby tylko umieć czytać w myślach. Zdolność tę, choć niewątpliwie kojarzoną  z supermocą fikcyjnych bohaterów, posiada każdy człowiek. I nie ma w tym żadnej magii!

Wszyscy potrafimy czytać w myślach. Dla psychologów określenie to pozbawione jest jednak wszelkich konotacji magicznych. Czytaniem w myślach na gruncie psychologicznym nazywamy najzwyczajniejsze szybkie, często bezrefleksyjne wnioskowanie o tym, co myśli, pragnie lub czuje inny człowiek. Dostaliśmy na urodziny od przyjaciela niezbyt trafny prezent – wiemy jednak, że intencje były dobre. Koleżanka z pracy z zapałem opowiada szefowi o pomyśle na projekt, na który wpadliście całym zespołem, – łatwo się jednak domyśleć, że za jej entuzjazmem kryje się chęć awansu.

Takie czytanie w myślach, zwane też przyjmowaniem perspektywy, przejawia się na różne sposoby i uzależnione jest od wielu czynników. Chętniej przyjmujemy perspektywę osób, które są dla nas ważne i w sytuacjach, które mają dla nas szczególne znaczenie. Czytanie w myślach jest procesem, który angażuje znaczne zasoby poznawcze. Łatwiej jest zatem przyjmować perspektywę wtedy, gdy nasza głowa nie jest zaprzątnięta  innymi ważnymi myślami.

Mówi się, że dorosły człowiek jest ekspertem od tego, co myśli, czuje i pragnie inna istota ludzka.

 

Zazwyczaj jednak istotnie przeceniamy naszą zdolność do czytania w myślach.

 

Często wychodzimy z założenia, że nasze myśli, przekonania i emocje są podzielane przez innych. Bezwiednie narzucamy innym swój sposób widzenia tylko dlatego, że nasza perspektywa jest zawsze dostępna i dobrze nam znana. Zapominamy o tym, że inny człowiek jest odrębnym od nas, całkowicie odmiennym wszechświatem, który kieruje się swoimi zasadami. Jakkolwiek dobrze byśmy nie znali bliskiej nam osoby, nigdy nie jesteśmy w stanie doświadczyć tego, czego doświadczyła i poczuć to, co czuła. Jesteśmy różni już na samym starcie – mamy różne wyposażenie genetyczne, dorastaliśmy w zupełnie innym środowisku. Warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem będziesz wiedzieć „na pewno”, co czuje znajoma, którą rzucił chłopak.

Im bliższa jest koleżanka i im bardziej do nas podobna – lubimy przecież te same filmy – tym większe jest prawdopodobieństwo, że przypiszemy jej swoje własne myśli i uczucia. A co z tymi, którzy są całkowicie od nas odmienni? Okazuje się, że w tym wypadku chętnie sięgamy po wszelkiego rodzaju stereotypy. W zrozumieniu myśli, intencji i uczuć niepodobnej do nas osoby kierujemy się nie tym, co sobą reprezentuje, lecz tym, do jakiej grupy społecznej według nas przynależy. W tym wypadku nie zastanawiamy się zbytnio nad tym, kim ta osoba jest, co może czuć i myśleć. Wychodzimy z założenia, że w każdej sytuacji zachowa się dokładnie tak samo, jak każdy inny reprezentant grupy, do której, naszym zdaniem, przynależy. Nie dokonujemy analizy faktów, lecz sięgamy od razu po – często cudzą – interpretację. Takie uproszczone, stereotypowe postrzeganie innego człowieka w pewnym stopniu pozbawia go podmiotowości – odbiera niepowtarzalność, która tkwi w każdym z nas. A przecież nie każdy informatyk jest nudziarzem, który spędza większość życia za komputerem!

Jakie wnioski z tego płyną? Rzadko kiedy jesteśmy w stanie zrozumieć, co czuje, myśli i czego pragnie inna osoba. Stąd liczne nieporozumienia i kłótnie – nieustanne „myślałem…”, „myślałam…”. Co możemy zrobić, żeby uniknąć frustracji w kontakcie z innymi? Pamiętajmy o tym, że ludzkie zdolności do czytania w myślach zostawiają wiele do życzenia. Bądźmy wyrozumiali wobec błędów innych i swoich własnych. Jesteśmy przecież tylko ludźmi. Zwykłe pytanie „jak się z tym czujesz?” może wiele zmienić. Kluczem do sukcesu w relacji z innymi zawsze była i jest… rozmowa!

 

 

 

Literatura:

Ames, D. R. (2004). Inside the mind reader’s toolkit: Projection and stereotyping in mental state inference. Journal of Personality and Social Psychology, 87(3), 340-353.

 

Autor: Yuliana Shevchuk

 

Masz Facebooka? Uważaj na depresję!

 

„Masz Facebooka?”. W odpowiedzi na to pytanie rzadko usłyszymy odpowiedź przeczącą, prawie nigdy. Ci, którzy nie posiadają konta na popularnym portalu społecznościowym  są uważani za dziwaków i buntowników. Facebook – to prawdziwy skarb dla współczesnego człowieka! Jest źródłem podstawowych i często niezbędnych informacji na każdy temat – zaczynając od imprezy urodzinowej koleżanki w pracy i kończąc na wydarzeniach politycznych na skalę międzynarodową. Przede wszystkim umożliwia zaś kontakt z ludźmi – nawet z tymi, którzy są bardzo daleko. Można odnieść wrażenie, że „dzieło Zuckenberga” niesie ze sobą same korzyści. Nic bardziej mylnego!

 

Z najnowszych badań wynika, że nadużywanie Facebooka może mieć związek z depresją.

 

Zespół naukowców ze Szkoły Medycznej University of Pittsburgh sprawdził, czy istnieje związek używaniem mediów społecznościowych a wskaźnikiem depresji. Uzyskane wyniki dają wiele do myślenia.

Współczesny człowiek spędza nieco ponad godzinę na różnych portalach tego typu,  a loguje się do nich co najmniej 30 razy w tygodniu! Objawy depresji zaobserwowano u co czwartego użytkownika. Prawdopodobieństwo wystąpienia depresji było tym większe, im więcej czasu badany poświęcał na „sprawdzanie Facebooka”. Ryzyko depresji było prawie trzykrotnie wyższe w grupie „bywalców”, niż wśród zaglądających na Facebooka okazjonalnie.

 

Dlaczego Facebook jest tak groźny? Powodów jest kilka.

 

Przede wszystkim portale społecznościowe są „pożeraczami czasu”. Bezmyślne przeglądanie profilu brata męża ciotecznej siostry, którego nawet pewnie nie rozpoznasz na ulicy, pozbawione jest często jakiegokolwiek znaczenia, nie daje też żadnych korzyści. Jednym słowem, marnujemy w ten sposób czas – a tego przecież nikt nie lubi.

Im więcej czasu spędzamy „online”, tym większa szansa trafienia na różnorodne przejawy cyberprzemocy. Kontakt z tak zwanymi „trollami” i „hejterami” zdecydowanie nie należy do najbardziej przyjemnych. Ponadto może bardzo źle wpływać na nastrój, potęgując w ten sposób poczucie depresji.

Spędzane coraz większej ilości czasu w Internecie może również świadczyć o uzależnieniu. Choć brzmi dość enigmatycznie, może stanowić poważny problem, nieraz ściśle powiązany z zaburzeniem depresyjnym.

Kolejnym i najbardziej oczywistym powodem jest zazdrość. Na Facebooku wszyscy wyglądają jak z okładki czasopisma, mają idealną relację z partnerem, jedzą przepyszne jedzenie,  dużo podróżują i zawsze są szczęśliwi. A my właśnie marnujemy życie przyglądając się bajecznemu życiu innych. Nasze życie jest takie zwyczajne. Czujemy się gorsi.

Na portalach społecznościowych obcujemy jednak nie z prawdziwymi ludźmi, lecz z ich wyidealizowaną wersją. Internet daje wiele możliwości do kreowania siebie pod każdym względem. Warto o tym pamiętać, kiedy następnym razem będziemy patrzeć na uśmiechające się twarze przyjaciół z Facebooka.

 

 

 

 

Literatura:

Lin, L., Sidani, J.E., Shensa, A.M.A., Radovic, A., Miller, E., Colditz, J.B., Hoffman, B.L., Giles, L.M., Primack, B. (2016). Association between social media use and depression among U.S. young adults. Depression and Anxiety, 33, 323-331.

 

Autor: Yuliana Shevchuk

 

 

Idealnie zadbane dzieci, lśniący dom i wszystkie powierzone w pracy zadania wykonane na 110%? Brzmi fantastycznie. Jest to jednak jasna strona perfekcjonizmu – dążenia do doskonałości pod każdym względem. Po drugiej stronie kryją się zaś lęki i zmartwienia oraz ciągłe poczucie niezadowolenia z owoców własnej pracy – doskonałość przecież nie zna granic. Czy droga do perfekcji prowadzi również do szczęścia? Raczej nie. Czy można zmienić perfekcjonistyczne nastawienia i zachowania? Dowiedz się jak!

 

Krok 1. Rozpoznanie problemu.

Masz niezwykle wygórowane standardy? Dążysz do ich spełnienia przy konieczności uniknięcia błędów? Czujesz się zmartwiony/ smutny/ zły gdy to się jednak nie udaje? Jeżeli odpowiedziałeś chociaż na jedno z powyższych pytań „tak” – to być może już teraz jesteś w pogoni za nieistniejącym ideałem. A zatem podzielasz pewnie wiele z poniższych zachowań:

 

Krok 2. Dostrzeżenie perfekcjonistycznych myśli.

Kiedy już wiesz, że masz trudność z byciem nieidealnym, postaraj się dostrzec perfekcjonistyczne myśli i sytuacje, w których się pojawiają.

 

Krok 3. Zmiana.

Zacznij myśleć realistycznie („Nikt nie jest idealny”, „Zrobiłem wszystko, co było w moich siłach”, „To, że popełniłem błąd nie znaczy, że jestem głupi. To znaczy, że jestem człowiekiem. A człowiek popełnia błędy”, „Normalnym jest, że nie wszyscy mnie lubią. Nie ma nikogo takiego, kogo lubiliby wszyscy”).

Spróbuj spojrzeć na sytuację z innej perspektywy. Zastanów się nad tym, jak inni ludzie widzą tę sytuację. Spojrzenie na sprawę oczami innych ułatwia zmianę przekonań. Być może wcale nie musisz sprzątać codzienne, a członkowie rodziny będą w pełni usatysfakcjonowani z odkurzania raz na tydzień.

Nie skupiaj się na szczegółach – postaraj się zobaczyć cały obraz. Zamartwianie się drobnymi rzeczami (np. jaką czcionką napisać email) jest zazwyczaj bezużyteczne. Zadaj sobie następujące pytania:

Czy to rzeczywiście ma tak duże znaczenie?

Co najgorszego może się stać?

Jeśli to się stanie, to czy sobie poradzę?

 

Krok 4. Zmień swoje zachowania.

 Znajdź w swoim życiu miejsce na niedoskonałości. Daj sobie prawo do błędu. Oto kilka przykładów, które pozwolą Ci zrobić pierwszy krok:

 

Zostaw w domu „mały bałagan” na widocznym miejscu.

Załóż koszulę z plamą.

Wyślij emaila z nic nie znaczącą literówką.

Przyjdź na spotkanie 10 minut później.

Podczas wspólnego obiadu z kolegą z pracy wprowadź kilka momentów „niezręcznej ciszy”.

Możesz także wymyślić swoje sposoby na popełnianie błędów (pamiętaj jednak o umiarze).

 

Krok 5. Nagradzaj się.

 Dostrzegaj wszystko, co robisz dobrze (nie idealnie!), docenia  to i nagradzaj siebie za to. Czasem wystarczy nawet zwykła pochwała.

 

 

 

 

 

Literatura:

 

Antony, M.M., Swinson, R.P. (2008). Kiedy doskonałość nie wystarcza. Jak sobie poradzić z perfekcjonizmem. Warszawa: Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza.

Basco, M.R. (2011). Nigdy nie jestem dość dobry: zerwij pętlę perfekcjonizmu. Warszawa: MT Biznes.

Daj mi! Ja sam! To moje klocki! Nie bawię się z Tobą!

 

Brzmi znajomo? Wbrew pozorom, współpraca z drugim człowiekiem nie jest wcale taka prosta. My dorośli często sami mamy z tym problem, nic więc dziwnego, że nasze dzieci nie zawsze sobie radzą. Współpracy, tak jak jazdy na rowerze, trzeba się nauczyć, im wcześniej – tym lepiej! Podobnie jest z mówieniem o naszych uczuciach i potrzebach. Dzięki temu dziecko może uniknąć wielu niepotrzebnych konfliktów i trudności.

 

 

Zajęcia rozpoczynają się od godzinnych warsztatów z rodzicami, w trakcie których  rozmawiamy o sposobach wspierania rozwoju społecznego dziecka.

 

Na zajęciach, w kolejnych dniach dzieci omawiają:
– temat współpracy – czemu jest ona taka ważna? – co to znaczy dobra współpraca? – czy warto współpracować?
– uczuć – jakie mamy uczucia? – Czy każde uczucie jest dla nas ważne?
– komunikowanie własnych potrzeb i umiejętnego radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych.

 

Ostatnie spotkanie to warsztaty dla rodziców, w ramach których na bazie obserwacji z zajęć rodzice uzyskują informacje i wskazówki na temat dalszego wspierania dziecka.

 

Zajęcia poprowadzi Paweł Stępień – psycholog i psychoterapeuta z wieloletnim doświadczeniem w pracy z dziećmi i młodzieżą.

 

Forma warsztatów:  cykl 5 zajęć,
Czas trwania jednego spotkania: 60 minut
Dla kogo?  Dla dzieci w wieku od 8 do 10 lat i ich rodziców
Kiedy?  Zajęcia będą odbywać się codziennie od 1.08. do 5.08. o godzinie 10:00
Gdzie?  Twój Czas- Centrum Psychoterapii – ul. Marszałkowska 83/ 4
Całkowity koszt warsztatów: 200 zł
Zapisy:  731 02 07 09  lub info@twojczas-psychoterapia.pl
 

Dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej przed podęciem terapii –
– do pobrania opracowanie pt. „Psychoterapia po ludzku” – poradnik dla klientów psychoterapii opisujący podstawową wiedzę, metody, zasady etyczne, bezpieczeństwo, relacje klientów i wywiady z terapeutami 8 nurtów.

Zapraszamy – Twój Czas

Piotr Surowy

Psycholog, Psychoterapeuta

Prowadzi psychoterapię osób dorosłych. Obszar pomocy to: kryzys życiowy, zdrada, utrata pracy, wypalenie zawodowe, stres w życiu osobistym i zawodowym, rozłąka, nerwice, depresja, stany lękowe, niskie poczucie własnej wartości.

Umów się na wizytę

Mamy przyjemność zaprosić Państwa na warsztaty – jak radzić sobie z trudnymi emocjami u dzieci?

Warsztaty składają się z 2 części:

Sobota, 12 marca 2016; godz. 10.00 – 14.00  – część 1

 „Ratunku! Moje dziecko mnie nie słucha!”

  – warsztat dla rodziców, którym kończą się pomysły,  jak mogą dotrzeć do swojego dziecka.

Zastanowimy się:

– dlaczego dzieci nas nie słuchają,

– jak możemy pomóc dzieciom w tym, by mogły nas lepiej (i częściej) słyszeć,

– jak możemy pomóc sobie, by nie zwariować ze złości i bezsilności

 

Sobota  19 marca 2016; godz. 10.00 – 14.00 – część 2

„Jak radzić sobie z trudnymi emocjami dziecka?”

– warsztat dla rodziców dzieci w wieku 1-6 lat, zmęczonych ciągłymi tornadami emocji.

Zastanowimy się:

– skąd się biorą te wszystkie „bunty”,

– jak reagować na różne trudne emocje naszych pociech,

– jak pomóc sobie, by przetrwać i jak pomóc przetrwać dziecku


 

Warsztaty poprowadzi  Joanna Banach – psycholog, psychoterapeuta poznawczo – behawioralny. Na co dzień pracuje z dziećmi i młodzieżą. Wspiera również rodziców i opiekunów w procesie wychowawczym. Lubi pracować w oparciu o zasoby dzieci i rodziny (certyfikat Metody Kids’ Skills). Gorliwa fanka nurtu rodzicielstwa bliskości.

Miejsce: Twój Czas Centrum Psychoterapii
ul. Marszałkowska 83 (róg Hożej), lokal nr 4,  00-683 Warszawa


 

Zgłoszenia i wszelkie pytania przyjmujemy telefonicznie:  731 02 07 09

i pod adresem:  info@twojczas-psychoterapia.pl

Cena za udział jednym warsztacie: 70 zł, cena za parę uczestników: 60 zł od osoby

przelewy za uczestnictwo w warsztatach,  prosimy realizować do dnia 11 marca, na nr konta
03 2030 2267 2000 0000 0263 2727

 

 

Autor: Katarzyna Książek

Według szacunków w Polsce co najmniej kilka milionów osób wychowywało się w rodzinie alkoholowej, tj. takiej, w której jeden lub dwoje rodziców nadużywało alkoholu. Spora część osób wychowywanych w rodzinach alkoholowych może mieć poważne trudności emocjonalne w dorosłym życiu. Te trudności nie prowadzą jednakże ani do rozwijania patologicznych cech, ani do wykształcenia jakiegoś odrębnego typu osobowości – „osobowości DDA”. Są one ujęte jako syndrom DDA ze względu na specyfikę problemów i zaburzeń wynikających z destrukcyjnych schematów, tworzonych w niesprzyjającym środowisku, w jakim osoby te się wychowywały, natomiast nie stanowią jednostki chorobowej.

Nie ulega jednak wątpliwości, że osoby te cierpią, i to cierpią z podobnych powodów i często w podobny sposób, choć oczywiście sposoby radzenia sobie z trudnymi doświadczeniami oraz ogrom cierpienia, który w sobie noszą zależy zarówno od ich osobowości, temperamentu i indywidualnych cech i predyspozycji, jak i od warunków, z jakimi miały do czynienia i wsparcia, na które mogły jako dzieci liczyć ze strony otoczenia.

 

Często zdarza się tak, że osoby DDA nie do końca zdają sobie sprawę ze źródeł swojego cierpienia oraz dokonują różnego rodzaju zniekształceń poznawczych dotyczących obrazu własnej osoby, stosunku do innych oraz przeżywają i interpretują obecne sytuacje przez pryzmat dawnych doświadczeń. Dzieciństwo przeżyte w rodzinie alkoholowej zazwyczaj pozostawia trwały ślad w psychice dziecka na skutek wielorakich zaniedbań i nadużyć, których takie dziecko doświadczyło. Taki ślad może wpłynąć na problemy w relacjach z innymi, brak zaufania do siebie i do innych, przeżywanie ambiwalentnych emocji lub emocjonalne zamrożenie oraz destrukcyjne schematy funkcjonowania w relacjach.

 

Dlaczego DDA się boją?

 

Jedną z cech charakterystycznych rodziny alkoholowej jest niestałość panujących w niej reguł, nieprzewidywalność zachowań i reakcji rodziców w codziennym życiu. Dzieci nigdy nie wiedzą, co może wydarzyć się w domu, jak będzie zachowywał się pijany rodzic, w jakim nastroju będą rodzice. W rodzinach alkoholowych dominuje atmosfera napięcia i zagrożenia, co powoduje, że dzieci żyją nie tylko pod znakiem wielkiej niewiadomej dotyczącej tego, co może się zdarzyć w domu, ale też w ogromnym niepokoju i stresie.

Najczęstsze doświadczenia dzieci wychowywanych w środowisku alkoholowym to nieustające konflikty w rodzinie oraz poczucie opuszczenia. Dzieci doznają odrzucenia często zarówno ze strony rodzica nadużywającego alkoholu, ale także ze strony rodzica zajętego radzeniem sobie z pijącym partnerem. W takich rodzinach nierzadko dochodzi do przemocy, przy czym przemoc ta przybiera bardzo różne formy, nie tylko fizyczną ale i emocjonalną. Często wysiłki rodzica współuzależnionego koncentrują się nie tylko wokół pijącego partnera, ale także utrzymywania i/lub ratowania rodziny oraz stwarzania wrażenia, że rodzina funkcjonuje normalnie a na potrzeby dziecka nie starcza już uwagi. Ponadto dzieci w takich rodzinach doświadczają zaniedbania w różnych sferach oraz są narażone na wielorakie krzywdy. Czasami dzieciom wmawia się, że są one winne konfliktom w rodzinie.

W domu z problemem alkoholowym zwykle rodzice nie pełnią roli rodzicielskiej wobec swoich dzieci, a jeśli już starają się ją pełnić, to robią to w sposób, który różni się od tego, w jaki odbywa się to w tzw. „zdrowych rodzinach”. Jak pokazują badania metody wychowawcze pijących ojców zawierają więcej elementów takich jak ośmieszanie, odrzucanie, szorstkie traktowanie i lekceważenie niż w przypadku ojców niepijących. Z kolei matki pijące w porównaniu do matek niepijących są bardziej odrzucające, mniej akceptujące i mają większą skłonność do stosowania skrajnych metod wychowawczych, obejmujących zarówno nadmierne dyscyplinowanie dzieci jak i różnorakie formy nadopiekuńczości.

 

Dzieciom wychowywanym w domach z problemem alkoholowym brakuje jednoznacznego systemu wartości. W związku z tym, że nie mogą mieć zaufania do rodziców, którzy z niezrozumiałych dla nich przyczyn zmieniają swoje nastawienie do nich i do świata, często łamią swoje własne reguły i prawa, dzieci te nie wiedzą komu i czemu mogą zaufać. Dzieci też nie ufają sobie, bo ich uczucia nie są ani nazywane ani wzmacniane, a budowany dla świata zewnętrznego przekaz dobrze funkcjonującej rodziny mimo, że kłóci się z ich wewnętrznym poczuciem często musi być przez nie z nakazu rodziców reprezentowany na zewnątrz.

Wychowywane w rodzinach alkoholowych dzieci bez doświadczenia wsparcia ze strony choć jednej osoby dorosłej doznają szeregu urazów psychicznych, z którymi muszą sobie radzić przez całe życie.

 

Czego DDA się boją?

 

Powszechną reakcją dzieci na doświadczenie zaniedbania, porzucenia, życia w chaosie i przemocy jest nieustanny lęk.

 

U Dorosłych Dzieci Alkoholików najczęściej występuje między innymi:

 

Ponadto bycie dzieckiem alkoholika prowadzi bardzo często do „(…) stanu ustawicznego i przewlekłego napięcia emocjonalnego z wysokim poziomem lęku (…). (Sobolewska, 1997). Badania potwierdzają to, że bycie dzieckiem narażonym na ciągły strach, niepewność i żyjącym w całkowitym braku poczucia bezpieczeństwa wywołuje w dorosłym życiu tzw. uogólniony lęk, który nieustannie towarzyszy takim osobom, niezależnie od tego, jak dobrze funkcjonują w społeczeństwie. Badania (Kurza, 2004) pokazują ponadto, że poziom lęku DDA zbliżony jest do poziomu lęku doświadczanego przez osoby neurotyczne i więźniów.

Uznaje się, że lęk dorosłych dzieci alkoholików jest skutkiem dziecięcej traumy, jakiej doświadczyły w rodzinnym domu. Rodzina alkoholowa jest bowiem miejscem zarówno drobnych urazów jak i pojedynczych aktów przemocy (Jona, 1997). Bywa to miejsce, które nie tylko nie daje możliwości normalnego rozwoju, ale wręcz powoduje objawy zespołu stresu pourazowego (PTSD).

 

„Życie dzieci alkoholików można porównać do poranionych psychicznie weteranów wojennych. Zespół stresu pourazowego ujawnia się dopiero wówczas, gdy weterani napotykają trudności w przystosowaniu do cywilnego życia. Podobnie jak żołnierze przeżywający stres na polu bitwy, dzieci alkoholików żyją w stresie przekraczającym granice zwykłego ludzkiego doświadczenia. Objawy identyczne jak w PTSD towarzyszą dzieciom także wtedy, gdy stają się dorosłe, aż do czasu, gdy zaczną rozumieć, że ich dzieciństwo nie było normalne i zdrowe.” (Robinson, Rhoden, 2000).

 

Czy DDA muszą się bać?

 

Punktem wyjścia do zdrowienia i oswajania tego lęku jest zrozumienie jego źródeł, tj. odkrycie powiązania swojego stanu ze swoimi wczesnymi doświadczeniami. Często takie odkrycie wiąże się z poczuciem ulgi. Jednocześnie odkrycie to może wywoływać zarazem przerażenie i wzmacniać poczucie lęku i zagubienia. Staje się tak, gdy te dorosłe osoby nie widzą sposobu na poradzenie sobie ani z przeszłością, która unaoczniona jeszcze bardziej ich uwiera ani z dojmującym lękiem przed zagłębieniem się w tę „bolesną ranę”, którą dotychczas udawało się zagłuszać a nawet wypierać ze świadomości np. rzucaniem się w wir pracy i nadmierną odpowiedzialnością i kontrolą.

 

Gdy DDA odkryją swój syndrom nie zawsze poszukują pomocy. Niekiedy staje się tak, że same zaczynają sięgać po alkohol lub inne „znieczulacze” . Niestety dzieje się to na różnych etapach dorosłości dość często, gdyż szacuje się, że od 40 do 60% dorosłych dzieci alkoholików wpada w alkoholizm lub inne uzależnienia. Jeśli jednak DDA zaczną poszukiwać pomocy, to mają szanse na uwolnienie się zarówno od lęku jak i innych problemów, które wynikają z ich traumatycznych doświadczeń.

 

Obecnie dostępne formy pomocy dla DDA to psychoterapia grupowa, grupy DDA oraz psychoterapia indywidualna. Psychoterapia DDA może mieć różne formy, ale celem każdego z tych rodzajów pomocy jest uwolnienie spod negatywnych wpływów śladów traumatycznego dzieciństwa. Dzieje się to nie dzięki wymazaniu dzieciństwa z pamięci, ale poprzez badanie swojej historii życia, rozpoznawanie doznanych krzywd oraz przepracowywanie bolesnych doświadczeń i dziecięcych traum.

 

 

Bibliografia:

Jona, I. (1997). Zespół stresu pourazowego u DDA. Świat Problemów nr 10/1997

 

Kurza, K. (2004). Zaburzenia zdrowia psychicznego i specyfika problemów osobistych w populacji
Dorosłych Dzieci Alkoholików, Warszawa. Instytut Psychologii Zdrowia.

 

Sobolewska, Z. (1997). Czy potrzebują terapii i jakiej? Świat Problemów nr 10/1997

 

Sobolewska-Mellibruda, Z. (2011). Psychoterapia Dorosłych Dzieci Alkoholików, Warszawa.
Wydawnictwo Zielone Drzewo, Instytut Psychologii Zdrowia PTP

 

Woititz, J.G. (1994). Dorosłe Dzieci Alkoholików. Warszawa. Instytut Psychologii Zdrowia i Trzeźwości.

 

Jeśli chcesz dokonać zmiany w swoim życiu – komu zaufać?
Trener rozwoju osobistego – szarlatan czy fachowiec?
W studiu prof. Zbigniew Nęcki – psycholog oraz Mateusz Grzesiak – psycholog, popularny coach.

Link do programu:

http://www.swiatsiekreci.tvp.pl/23556791/coaching-szarlataneria-czy-sposob-na-zmiane-zycia

Autor: Piotr Surowy

Dobra wiadomość jest taka, że możemy poprawić swoje funkcjonowanie w doświadczeniu wypalenia zawodowego, aż do ustąpienia symptomów.
Nie wypaleni zawodowo ludzie, wg badań (H. Sęk – 2011) to tacy, którzy m.in.: są mocno zaangażowani w pracy, ale nie nastawieni rywalizacyjnie wobec osiągnięć koleżanek i kolegów.
Odporność na wypalenie i sposób wyjścia z niego, będą zależne od tego, czy:

nasze kompetencje zawodowe, interpersonalne, społeczne, komunikacyjne są wystarczające do radzenia sobie ze stawianymi przed nami wyzwaniami?

warunki naszej pracy, uposażenia, świadczeń socjalnych, sposobów zarządzania są dla nas akceptowalne, a wręcz – czy jesteśmy z nich zadowoleni?

nasze umiejętności: radzenia sobie ze stresem i frustracją, wypoczynku, rozwiązywania konfliktów są na wystarczającym poziomie? A może powinniśmy takie umiejętności nabyć ? Może wymagają wzmocnienia?

a wsparcie społeczne – czyli to w jakiej relacji jesteśmy z małżonkiem, dziećmi, znajomymi, czy przyjaciółmi (o ile ich posiadamy…) – czy daje nam możliwość przysłowiowego „wygadania się”, wymiany doświadczeń, czy otoczenie wie i akceptuje sytuację w jakiej się znaleźliśmy? Na czyją i jaką pomoc możemy liczyć?

Jak zmienić sytuację?

Sprawdź, kto i co kradnie Ci Twój czas.

Stwórz system, który zapewni Ci czas na sport, sen, realizowanie się w swoim hobby.

Twoje zdrowie i dobrostan muszą być teraz na szczycie hierarchii Twoich wartości.

Jeśli w organizacji, w której pracujesz panuje pogląd, że:

„nie istnieje wypalenie, są tylko pracownicy, którzy nie chcą pracować, mają nieodpowiedni stosunek do firmy, są roszczeniowi”

Wtedy zweryfikuj swoje zasoby, umiejętności, poszukaj wsparcia wśród swojego otoczenia, psychologa – zbuduj plan i swoje zaplecze – i przystąp do zmiany.

Jeżeli cenisz sobie wsparcie jakim będzie dobry psycholog lub dobry psychoterapeuta, metodą owocnej pracy będzie terapia dyrektywna.

Jeżeli nie masz potrzeby większego wglądu w siebie i jesteś „zadaniowcem” wypróbuj rodzaj pracy na swoich przekonaniach, na aktywnym działaniu dla wyjścia z apatii. Podstawowe przekonanie do zmiany: „muszę wszystko zrobić sam(a)”, „nie mogę prosić o pomoc”, „jestem odpowiedzialny(a) za innych”.

Możesz wypróbować zajęcia w ramach grupy – to energetyzująca metoda i pokazuje, że nie jesteś jedyną osobą, która doświadcza takich stanów.

Zadbaj o swoje relacje z rodziną – to bardzo dobry moment, aby odpowiedzieć sobie na pytanie jak zrobić to lepiej i czy już robię to wystarczająco dobrze?

Wypróbuj Mindfulness, ale o tym, w kolejnym odcinku.

Autor: Piotr Surowy

Są dwie wiadomości w sprawie tego dokuczliwego problemu – jedna jest zła, druga jest bardzo dobra…

Zła wiadomość jest taka, że w wielu grupach zawodowych jest to problem nieunikniony, a pozostawiony bez reakcji doprowadza do nad wyraz przykrych skutków.
Oczywiście samo bycie w stanie wypalenia zawodowego jest trudnym i nieprzyjemnym doświadczeniem.

Co to takiego? Zagadnieniem wypalenia zawodowego psychologia interesuje się od lat 70tych XX w. Człowiek dotknięty tą przypadłością odczuwa fizyczne, emocjonalne, duchowe wyczerpanie, poczucie bezradności i beznadziejności, braku satysfakcji zawodowej, doświadcza utraty nadziei, negatywnych wyobrażeń o sobie, negatywnej postawy wobec pracy i ludzi wokół siebie.
Czuje, że zużywa całą energię psychiczną podtrzymując chęć do bycia w pracy, do uczestniczenia w życiu swojej społeczności.

Kryzys energii może nastąpić, kiedy wymagania przewyższają psychiczne możliwość. Powstaje w skutek długotrwałego udziału w sytuacjach wymagających dużego wysiłku emocjonalnego.
U jego podłoża mogą stać też dylematy egzystencjalne, brak realizacji swoich pragnień, tłumienie własnych potrzeb.

Może uaktywnić się w sytuacji, w której osoby mają poczucie, że „aby funkcjonować, muszą wybrać mniejsze zło”.

Wypalenie zawodowe może wystąpić u osób wykonujących zawody oparte na kontaktach z innymi ludźmi, doświadczających w pracy silnego stresu, pracujących w kulturze korporacji, gdzie wysokie tempo zmian, brak poczucia stabilizacji, wciąż zwiększająca się ilość zadań, będą czynnikami wzmacniającymi symptomy wypalenia.

U osób dotkniętych wypaleniem, skutkiem takiego stanu jest postępująca izolacja, niezrozumienie otoczenia, męcząca konieczność ukrywania swojego złego samopoczucia i odgrywania roli „nic się nie dzieje”.

W takim przypadku, warto odbyć konsultacje psychologiczną, aby móc zdiagnozować źródła powstałego problemu i podjąć kroki mające przywrócić optymalny stan funkcjonowania, „przywrócić nas do pełni życia”

W kolejnym wpisie – bardzo dobra wiadomość